poniedziałek, 15 października 2012

Rozdział 16

Korytarz


    Lecieliśmy bardzo długo. Przez cały ten czas krzyczałam aby ten dziwny człowiek mnie puścił, ale on nic do mnie nie mówił. Wylądowaliśmy na brzegu oddalonej od miasta plaży. Prowadził mnie w stronę wielkiego głazu.
    - Daj mi spokój! Chce wrócić do miasta!
Cisza. Zero odpowiedzi. Jedynie jego czarno-srebrne skrzydła, opadłe czubkami na piach, oddawały charakterystyczny odgłos. Zrozumiałam, że on był aniołem. Miałam wrażenie jakby to był sen, ponieważ ta cała sytuacja wydawała mi się mało możliwa. Ale myliłam się. Zastanawiało mnie to czego ta istota chciała ode mnie. Bardzo się bałam, ale starałam tego nie pokazywać.
    Po chwili znaleźliśmy się przed skałą. Porywacz walną pięścią w nią. Natychmiast część głazu odchyliła się, tworząc drzwi. Anioł skierował głowę w moją stronę. Jego ciemne jak smoła oczy błyszczały również na srebrno. Kazały mi iść za nim. Popatrzyłam na skalne drzwi i powoli dałam kroka ku nim.
    Szłam ciemnym korytarzem. Z każdą sekundą robiło się coraz zimniej. Podczas tej wędrówki przeklinałam sama siebie, za pokuse wyjścia na taras. Przeszła przezemnie myśl aby odwrócić się i uciec, ale gdy spojrzałam w tył, drzwi były zamknięte. Nie dałabym rady szybko otworzyć ich, a co dopiero dobiec do miasta. Nagle samotna łza spłynęła mi po policzku. Odruchowo otarłam pozostałości po niej. Niespodziewanie anioł stanął i poraz pierwszy powiedział coś do mnie:
    - Nie rycz! Wkurzasz mnie!
    - Okey. - przestraszyłam się jego tonem.
Przez chwilę milczeliśmy, lecz chłopak wkońcu przerwał ciszę. 
    - Jestem Bartosz... Przydałoby się, abyś wiedziała moje imie.
    - Mogę się dowiedzieć, czemu mnie porwałeś?
Cisza... Znowu. Słychać było jedynie nasze stopy, szurające po twardej, ciemnej skale. Bartosz szedł dłuższy czas po czym powiedział:
    - Potrzebna mi jesteś.
Chłopak spojrzał na swoje ciemne skrzydło, jako wzkazówka. Niezbyt rozumiałam o co mu chodzi. Miałam tego dość! Upadłam na chłodną ziemię i miałam ochotę rozbić swoją głowę o skalną ścianę, lecz tylko schowałam ją w kolana. Jeszcze kilka dni temu ukończyłam gimnazjum i byłam najszczęśliwsza istotą na Ziemi. A teraz? Jakiś typ mi grodził, a teraz porwał mnie anioł. Na dodatek moja paczka się rozwala i za chwilę nie będę mniała przyjaciół. M A S A K R A!
    - Powiem ci wszystko w swoim czasie.
    - Czyli kiedy?
    - Później. - Bartosz uśmiechnął się sarkastycznie. Wstałam i zrobiłam smutną minę. Bartek odgarnął mi opadający kosmych moich złotych włosów, za ucho. Naturalnie zjechał dłonią po policzku, gdzie ją zatrzymał. Przyjrzał mi się dokładnie, jakby robił analizę mojej twarzy. Otworzyłam szeroko oczy, ale pozostawałam w bezruchu. Zdziwił mnie ten gest, ponieważ anioł był wredny, do tego czasu. Nagle chłopak przymrużył oczy ze złością, ale jednocześnie ze zdziwieniem.
    - Chodźmy. - szepnął, wpatrując się w moje orzechowe oczy. Odwrócił się i ruszył w głąb korytarza.
     Maszynowo poszłam za nim. Nie miałam pojęcia kim jest ten anioł, czego odemnie chce, ale wiedziałam, że muszę się dowiedzieć od niego wszystkiego związanego ze mną. Czułam, że zostałam wplątana w zaskakującą przygodę od pierwszego dnia wakacji.

środa, 3 października 2012

Rozdział 15

Miasto


    Gdy tylko przekroczyliśmy próg hotelu, Eryk wziął mnie za rękę. Usmiechnęłam się w jego stronę. Przez cały czas rozmawialiśmy o moich zajęciach tanecznych, znajomych, rodzinie. On też mówił o sobie, ale mało. Niewiele się dowiedziałam o jego rodzinie. Po jakimś czasie dotarliśmy do zatłoczonego centrum miasta. Byłam taka podekscytowana!
    Eryk zaprowadził mnie do mniej zaludnionego zaułka.
    - Tu jest moja ulubiona resteuracja. Choć. - zaprosił mnie. Gestem wskazał na drwewniany szyld ze złotym napisem "Nadmorska"
   Moje szczęście wykraczało po za granice. Miałam ochotę mocno przytulić chłopaka i powiedzieć mu, że jest najwspanialszą niespodzinką tych wakacji.
    - Okey.
Podeszliśmy do stolika, który był chyba przygotowany na nasze przybycie. Eryk odsunął krzesło, tak jak zrobił to w kawiarni, w hotelu podczas pierwszego spotkania.
    - Proszę usiąć, Wiktorio.
Tak też zrobiłam.
    - Mów na mnie Wiki. Dobrze?
    - Nie chcę. Twoje imię jest zbyt pięknę, by je tak skracać.
Zaśmiałam się lekko.
    - Eeem... Dzięki.
   Po chwili, kelner przyszedł i podał nam karty. Przeczytałam menu... Było tam tyle potraw, że miałam ochotę spróbować choć połowę z nich. Po długim rozmyślaniu wybrałam lekką sałatkę śledziową jako przystawkę oraz pierogi z mięsem na obiad.
    - A ty co wybrałeś? - spytałam.
    - Zależy, co ty wybrałaś. - uśmiechnął się.
Weschnęłam ze zdziwieniem.
    - Jesteś niemożliwy. - jego twarz spoważniała.
    - W dobrym sensie?
    - Oczywiście, że tak.
   Rozmowę przerwał nam kelner, który przyszedł po zamówienie. Zlożyliśmy je, po czym powiedziałam Erykowi, że muszę nachwilę odejść. On skinął głową, podszedł do mnie i odsunął kszesełko. Jaki z niego dżentelmen! Powoli wstałam i podziękowałam mu serdecznym uśmiechem. Skierowałam się do oddalonej części resteuracji, ponieważ tam była łazienka. Prowadził do niej duży hol z wykończeniami w morskim stylu. Na jego końcu znajdował się taras. Postanowiłam wyjść, chociaż na chwilę, by poobserwować co się działo na zewnątrz. Widok był przecudowny... Przedemną rościągało się morze z piaszczystą plażą. Fale obijały się o skały, wyglądające z piachu. Bardzo mnie zadziwił brak ludzi. Naprawdę nikogo na niej nie było.
     Nagle usłyszałam szelest dochodzący z nad mojej głowy. Spojrzałam się w górę i zobaczyłam... Jakąś postać z jakby wachlarzami, przyczepionymi do ramionach. Nie widziałam kto to, ponieważ słońce niekorzystnie padało. Wyciągała w moją stronę ręcę. Bardzo się przestraszyłam. Miałam ochotę wyparować, bo nie wiedziałam co chce ze mną zrobić. Chciałam wbiec do budynku, ale zatarasowała mi drogę. Otworzyłam usta, by krzyknąć na pomoc, ale w tym momęcie postać przycisnęła mi dłoń do warg, a drugą ręką chwyciła mnie. Znienawidziłam siebie, za to, że wyszłam na ten taras. Pomyśleć, że mogłabym teraz rozmawaić z Erykiem i zajadać się pysznym jedzeniem. Z nerwów starałam się wyrwać porywaczowi, ale.... byliśmy już w powietrzu...



------------------------------------

Przepraszam, że ten rozdział taki krótki oraz, żę tak długo musieliście na niego czekać. Niestety nie dawałam rady pisać, bo mam teraz bardzo dużo nauki. Mam nadzięję, że jednak podoba wam się to co robię. Zachęcam do częstszego odwiedzania bloga. Obiecuję, żę kolejne rozdziały będą pojawiały się szybciej :)