sobota, 3 listopada 2012

Rozdział 17

Szał


     Bartosz prowadził mnie przez skalny, zimny korytarz, na którego końcu znajdoway się drewniane, ciężkie drzwi. Otworzył je mocnym ruchem, przy czym zaskrzypiały i powiedział:
    - Proszę. - od niechcenia wzkazał wejście.
Niepewnym krokiem ruszyłam w pokazaną stronę.
    W pomieszczeniu było równie ciemno jak w korytarzu. Nagle Bartek pojawił się prze drzwiach i zaczął zapalać świece. Jedna była przy wejściu, kolejna przy łóżku w beżowym, ciepłym kolorze, następna przy niewielkim regale z książkami stojącym po lewej stronie pokoju. Na jego półkach ułożone były książki wyglądające na bardzo stare. Jego dolna część była zamknięta za ciemnymi drzwiczkami. Ostatnia świeca umieszczona została po lewej stronie pokoju przy dość dużej misie z wodą. Zauważyłam jeszcze sporą szafkę z dostawionymi dwoma drewnianymi krzesełkami. Na niej umieszczono lampę naftową.
   - I jak? - spytał sarkastycznie anioł.
   - Eeee... - wymruczałam.
   - No dobra. Usiądź gdzieś. Spędziusz tu sporo czasu, jak sądzę.
   - Jak to spędzę tu dużo czasu?
Chłopak opierał się o drewniane drzwi starając się nie wybuchnąć złością. Miał założone ręce na piersi, a glowę uniesioną w kierunku sufitu. Nie spoglądał na niego, jedynie zamknął oczy.
   - Chyba bym cię nie porywał, żeby cię odrazu wypuścić. - zaśmiał się wrednie.
   Chryste... W co ja się wplątałam! Jak to możliwe, że wszystko dzieje się... taak?! Jeszcze przed kilkoma dniami, myślałam, że będę się dobrze bawić na tych warsztatach, a teraz? Teraz siedzę w jakiejś skalnej grocie. Zostałam porwana przez jakiegoś anioła. Nawet nie myślałam o aniołach, jak o istotach, które żyją wśród nas, ludzi! Co chwila na moje kolana spadały kolejne, ciężkie krople.
    - Czego odemnie chcesz?! - krzyczałam przez łzy.
    - A więc... - zaczął. - Jestem aniołem, tego się chyba domyśliłaś. Ale nie takim co mieszka sobie w niebie i zawsze jest uśmiechnięty. – zaśmiał się gorzko Bartosz. - Wyznaczono mnie i zesłano z Niebios, by znaleść ciebie.
    - Ale po co? Dlaczego mnie tu zabrałeś?!
    - Jesteś poprostu... Jak by ci to wyjaśnić, żeby takie głupie dziecko jak ty, pojęło to. - wygarnął mi. - Jesteś fragmentem, potrzebnym do pewnego rytuału.
    - Czemu ja? - pociągnęłam nosem. Bartosz wyjął coś z kieszeni i mocno rzucił tym prosto we mnie. Dostałam w czoło. Zdziwiłam się, że zabolało, ponieważ była to jedynie paczka z chusteczkami. Odrazu wyjęłam jedną.
    - Poprostu tak jest. - westchnął ze złościa. - Ktoś tak ustalił i nie ma to rady. Jasne?!
Pokiwałam lekko głową, jednocześnie dmuchając nos.
    - A! Jeszcze coś! - mówił. - Narazie muszę wyjść, więc zajmij się czymś.
    Po tych słowach zniknął za drzwiami. Usłyszałam trzask zamykającego się zamka. Bartosz zamknął mnie na klucz. Zero szans na usieczkę. Gdy już miałam rzucić się na poduszkę z płaczem, zauważyłam książkę na jednej z półek starego regału, kóra bardzo przyciągnęła mój wzrok. Nosiła tytuł "Ritus Abolescere". Z zaciekawieniem wstałam z łóżka i sięgnęłam po literaturę. Była ona bardzo ciężka, ale wyjątkowo cienka, jak na taką wagę. Gdy usiadłam na łóżku, tak by światło dobrze oświetlało mi książkę, przyjrzałam się okładce. Zobaczyłam na niej coś niewiarygodnego! Byłam na niej ja.

poniedziałek, 15 października 2012

Rozdział 16

Korytarz


    Lecieliśmy bardzo długo. Przez cały ten czas krzyczałam aby ten dziwny człowiek mnie puścił, ale on nic do mnie nie mówił. Wylądowaliśmy na brzegu oddalonej od miasta plaży. Prowadził mnie w stronę wielkiego głazu.
    - Daj mi spokój! Chce wrócić do miasta!
Cisza. Zero odpowiedzi. Jedynie jego czarno-srebrne skrzydła, opadłe czubkami na piach, oddawały charakterystyczny odgłos. Zrozumiałam, że on był aniołem. Miałam wrażenie jakby to był sen, ponieważ ta cała sytuacja wydawała mi się mało możliwa. Ale myliłam się. Zastanawiało mnie to czego ta istota chciała ode mnie. Bardzo się bałam, ale starałam tego nie pokazywać.
    Po chwili znaleźliśmy się przed skałą. Porywacz walną pięścią w nią. Natychmiast część głazu odchyliła się, tworząc drzwi. Anioł skierował głowę w moją stronę. Jego ciemne jak smoła oczy błyszczały również na srebrno. Kazały mi iść za nim. Popatrzyłam na skalne drzwi i powoli dałam kroka ku nim.
    Szłam ciemnym korytarzem. Z każdą sekundą robiło się coraz zimniej. Podczas tej wędrówki przeklinałam sama siebie, za pokuse wyjścia na taras. Przeszła przezemnie myśl aby odwrócić się i uciec, ale gdy spojrzałam w tył, drzwi były zamknięte. Nie dałabym rady szybko otworzyć ich, a co dopiero dobiec do miasta. Nagle samotna łza spłynęła mi po policzku. Odruchowo otarłam pozostałości po niej. Niespodziewanie anioł stanął i poraz pierwszy powiedział coś do mnie:
    - Nie rycz! Wkurzasz mnie!
    - Okey. - przestraszyłam się jego tonem.
Przez chwilę milczeliśmy, lecz chłopak wkońcu przerwał ciszę. 
    - Jestem Bartosz... Przydałoby się, abyś wiedziała moje imie.
    - Mogę się dowiedzieć, czemu mnie porwałeś?
Cisza... Znowu. Słychać było jedynie nasze stopy, szurające po twardej, ciemnej skale. Bartosz szedł dłuższy czas po czym powiedział:
    - Potrzebna mi jesteś.
Chłopak spojrzał na swoje ciemne skrzydło, jako wzkazówka. Niezbyt rozumiałam o co mu chodzi. Miałam tego dość! Upadłam na chłodną ziemię i miałam ochotę rozbić swoją głowę o skalną ścianę, lecz tylko schowałam ją w kolana. Jeszcze kilka dni temu ukończyłam gimnazjum i byłam najszczęśliwsza istotą na Ziemi. A teraz? Jakiś typ mi grodził, a teraz porwał mnie anioł. Na dodatek moja paczka się rozwala i za chwilę nie będę mniała przyjaciół. M A S A K R A!
    - Powiem ci wszystko w swoim czasie.
    - Czyli kiedy?
    - Później. - Bartosz uśmiechnął się sarkastycznie. Wstałam i zrobiłam smutną minę. Bartek odgarnął mi opadający kosmych moich złotych włosów, za ucho. Naturalnie zjechał dłonią po policzku, gdzie ją zatrzymał. Przyjrzał mi się dokładnie, jakby robił analizę mojej twarzy. Otworzyłam szeroko oczy, ale pozostawałam w bezruchu. Zdziwił mnie ten gest, ponieważ anioł był wredny, do tego czasu. Nagle chłopak przymrużył oczy ze złością, ale jednocześnie ze zdziwieniem.
    - Chodźmy. - szepnął, wpatrując się w moje orzechowe oczy. Odwrócił się i ruszył w głąb korytarza.
     Maszynowo poszłam za nim. Nie miałam pojęcia kim jest ten anioł, czego odemnie chce, ale wiedziałam, że muszę się dowiedzieć od niego wszystkiego związanego ze mną. Czułam, że zostałam wplątana w zaskakującą przygodę od pierwszego dnia wakacji.

środa, 3 października 2012

Rozdział 15

Miasto


    Gdy tylko przekroczyliśmy próg hotelu, Eryk wziął mnie za rękę. Usmiechnęłam się w jego stronę. Przez cały czas rozmawialiśmy o moich zajęciach tanecznych, znajomych, rodzinie. On też mówił o sobie, ale mało. Niewiele się dowiedziałam o jego rodzinie. Po jakimś czasie dotarliśmy do zatłoczonego centrum miasta. Byłam taka podekscytowana!
    Eryk zaprowadził mnie do mniej zaludnionego zaułka.
    - Tu jest moja ulubiona resteuracja. Choć. - zaprosił mnie. Gestem wskazał na drwewniany szyld ze złotym napisem "Nadmorska"
   Moje szczęście wykraczało po za granice. Miałam ochotę mocno przytulić chłopaka i powiedzieć mu, że jest najwspanialszą niespodzinką tych wakacji.
    - Okey.
Podeszliśmy do stolika, który był chyba przygotowany na nasze przybycie. Eryk odsunął krzesło, tak jak zrobił to w kawiarni, w hotelu podczas pierwszego spotkania.
    - Proszę usiąć, Wiktorio.
Tak też zrobiłam.
    - Mów na mnie Wiki. Dobrze?
    - Nie chcę. Twoje imię jest zbyt pięknę, by je tak skracać.
Zaśmiałam się lekko.
    - Eeem... Dzięki.
   Po chwili, kelner przyszedł i podał nam karty. Przeczytałam menu... Było tam tyle potraw, że miałam ochotę spróbować choć połowę z nich. Po długim rozmyślaniu wybrałam lekką sałatkę śledziową jako przystawkę oraz pierogi z mięsem na obiad.
    - A ty co wybrałeś? - spytałam.
    - Zależy, co ty wybrałaś. - uśmiechnął się.
Weschnęłam ze zdziwieniem.
    - Jesteś niemożliwy. - jego twarz spoważniała.
    - W dobrym sensie?
    - Oczywiście, że tak.
   Rozmowę przerwał nam kelner, który przyszedł po zamówienie. Zlożyliśmy je, po czym powiedziałam Erykowi, że muszę nachwilę odejść. On skinął głową, podszedł do mnie i odsunął kszesełko. Jaki z niego dżentelmen! Powoli wstałam i podziękowałam mu serdecznym uśmiechem. Skierowałam się do oddalonej części resteuracji, ponieważ tam była łazienka. Prowadził do niej duży hol z wykończeniami w morskim stylu. Na jego końcu znajdował się taras. Postanowiłam wyjść, chociaż na chwilę, by poobserwować co się działo na zewnątrz. Widok był przecudowny... Przedemną rościągało się morze z piaszczystą plażą. Fale obijały się o skały, wyglądające z piachu. Bardzo mnie zadziwił brak ludzi. Naprawdę nikogo na niej nie było.
     Nagle usłyszałam szelest dochodzący z nad mojej głowy. Spojrzałam się w górę i zobaczyłam... Jakąś postać z jakby wachlarzami, przyczepionymi do ramionach. Nie widziałam kto to, ponieważ słońce niekorzystnie padało. Wyciągała w moją stronę ręcę. Bardzo się przestraszyłam. Miałam ochotę wyparować, bo nie wiedziałam co chce ze mną zrobić. Chciałam wbiec do budynku, ale zatarasowała mi drogę. Otworzyłam usta, by krzyknąć na pomoc, ale w tym momęcie postać przycisnęła mi dłoń do warg, a drugą ręką chwyciła mnie. Znienawidziłam siebie, za to, że wyszłam na ten taras. Pomyśleć, że mogłabym teraz rozmawaić z Erykiem i zajadać się pysznym jedzeniem. Z nerwów starałam się wyrwać porywaczowi, ale.... byliśmy już w powietrzu...



------------------------------------

Przepraszam, że ten rozdział taki krótki oraz, żę tak długo musieliście na niego czekać. Niestety nie dawałam rady pisać, bo mam teraz bardzo dużo nauki. Mam nadzięję, że jednak podoba wam się to co robię. Zachęcam do częstszego odwiedzania bloga. Obiecuję, żę kolejne rozdziały będą pojawiały się szybciej :)

piątek, 21 września 2012

Rozdział 14

Propozycja


    Wczorajszy wieczór nie był taki jak być powinien. Adrian zabrał Sebe z korytarza, a my nakłaniałyśmy Marte, by weszła do pokoju. Jakieś 40min. Nie miała ochoty na rozmowe ze mną, a co dopiero z Olką. Współczułam jej bardzo, sama bym się złościła zalotami swojego chłopaka do przyjaciółki. Niby nic między nimi nie zaszło, ale widać po takim zachowaniu, jaki jest człowiek. Nie chciałabym, aby Eryk był taki. A właśnie! Gdy mowa o Eryku... Dzisiaj w nocy śnił mi się... To znaczy, jego twarz, a potem widziałam jakieś białe pióra... Wyglądały jak skrzydła... Totalnie nie wiedziałam o co chodzi. Ale czułam, że to ma związek z jego tajemnicą. Mielismy się dzisiaj spotkać. Jest już po 14, a jego nie ma... Martwię się.
PUK! PUK! - o wilku mowa. Ucieszyłam się.
    - Hej! - zawołałam.
    - Siemka.
Gestem zaprosiłam go do środka. Ola spostrzegła co się dzieje i powiedziała:
    - Marta.... - zaczeła niepewnie. - Chodźmy gdzieś na chwilę.
    - Dobra. - mruknęła
Chłopak wyczuł nerwową sutuację. Usiadł na łóżku i czekał, aż dziewczyny wyjdą.
    - Co tam?
    - Spoko. Mam propozycję Dla ciebie.
Usmiechnęłam się szeroko. Mam nadzieję, że to będzie coś ciekawego.
    - Słucham.
Eryk odchrząknął i zaczął mówić:
    - A więc.. Chciałbym abyś wyszła ze mną jutro na misto po twoich pierwszych zajęciach.
Powtórka z rozmowy w kawiarni. Przecież tłumaczyłam mu, że nie mogę wychodzić z hotelu.
    - Chciałabym, ale no.. Nie mogę.
    - Domyślałem się... No wiesz. Moze jakoś udaloby mi się przekonać twoją instruktorkę.
Zaciekawiło mnie to:
    - Okey... Jak to zrobisz?
    - Powiem ci jak ją przekonam.
    - Niech będzie. To leć do niej, bo chce wiedzieć! - krzyknęłam z radością w głosie.
Chwilę później, Eryk był już u pani Iwony.


                                                                        ***

    Byłam bardzo podekscytowana jutrzejszym wypadem na miastoz Erykiem. Dziewczyny zdziwiły się, ale cieszyły się razem ze mną. Znaczy... Olka się cieszyła. Marta chodziła przez cały czas załamana, co przyczyniało się do braku rozmów z nią. Z chłopakami widywałysmy się tylko na próbach, ale i nie rozmawaialiśmy za dużo. Z tego co wiem, Adrian pocieszał Sebe, który również był bardzo smutny. Zawsze myślałam, że Sebastian nie ma rozbudowanych uczuć, ale jednak. Marta powinna jednak wybaczyć Sebie. Widać, że zależy mu na niej. Źle oceniłam go i tą całą sytuację.
    Eryk wyjaśnił mi jak przekonał moją instruktorkę, abym wyszła. Poprostu powiedział jej, że mnie zabiera na miasto. Nigdy bym nie uwierzyła, że się zgodzi... Przecież większość dorosłych odrazu mówi, że liczy się bezpieczeństwo podopiecznych i wogóle. A tu prosze! Pani Iwonka jest bardzo przychylna na takie sprawy.
    Dzisiejszy wieczór, po bardzo wyczerpującym treningu, spędziłam nudząc się. Eryk nie mógł do mnie przyść, bo chciałam jakoś zagadać Martę. Nie chcę 2 tygodni spędzić milcząc w pokoju. Niestety nic mi się nie udało zdziałać.
    Przez dłuższy czas rozmyślałam o Eryku. Poznałam go bardziej i teraz mogę spokojnie mówić, że to więcej niż tylko zauroczenie.

wtorek, 18 września 2012

Rozdział 13

Zerwanie


    Gdy przekroczyłam próg drzwi balkonowych, głowne drzwi od pokoju otworzyły się. Olka i Marta weszły do pomieszczenia.
    - Hej. - powiedziałam. - Nie ma to jak zostawić przyjaciółkę w krytycznej chwili.
    - Nie krytycznej. - zaprzeczyła Marta.
    - Gdybyśmy poszły za tobą, to ten chłopak nie przyszedł by do ciebie. - spostrzegła Ola.
    - No racja.
    - Hej! Dziewczyny, zaraz próba. - przypomniała Marta
    Pośpiesznie zaczęłyśmy się szykować. 30 minut później byłyśmy już gotowe. Okazało się, że mamy jeszcze sporo czasu, dlatego zajrzałyśmy do pokoju chłopaków – Adriana i Seby.
    - Siemka. Co chcecie? - przywitał nas Sebastian.
    - Nic, nic. Poprostu chciałyśmy wpaść. - uśmiechnęłam się.
    - Okey. Wchodźcie.
    Rozejrzałam się po ich tymczasowym "mieszkaniu". Mięli większy bałagan od naszego... Haaha. My to wsumie mamy niewielki, a to... To mega bajzel. Gdy ujrzałam wolne miejsce od ciuchów i słodyczy, odrazu je zajęłam.
    - Ej, Wiki... Co to za koleś, który wchodził do twojego pokoju. - spytał mnie Adrian. Był bardzo przejęty.
    - Kolega, a co?
    - Nic, zastanawiałem się kto to.
    - A skąd wiedziałeś, że tam ktoś był? - spytałam. Dziewczyny i Seba spojrzeli po sobie porozumiewawczo.
    - No... Eee... - jąkała się Adrian. - Słyszałem jak krzyczy i sie przestraszyłem.
  - Aaa... - przypomniałam sobie, jak Eryk zdenerwował się. - Nic się nie przejmuj. On nie jest niebezpieczny. -  zaśmiałam się cicho.
    - Ok, ok. - wtrąciła się do rozmowy Marta. - Kończymy to przesłuchanie. Za 15 minut zajęcia. Chodźmy już lepiej. Wskazała drzwi palcem.


                                                                         ***


    - O Mój Boże! Jaka jestem zmęczona... - jęknęłam i uniosłam głowę do sufitu.
    - Nic mi nie mów... - mruknął Sebastian.
    - Ja to bym poszła spać. - Olka jak zwykle senna.
    - Hahahahaha. Jasne! – zaśmiałam się.
    - Dobra, dobra.
Spojrzałam na zegarek: 20.15. Trzy godziny próby to bardzo dużo jak na mnie w tym momencie. Zazwyczaj to było minimum, ale dzisiaj byłam dziwnie wyczerpana. Mimo zmęczenia, chciałam spędzić ten wieczór jak większość na konkursach.
    - Chłopcy, wpadacie do nas za godzine?
    - Spoko. - odezwał się Adrian.
Po wejściu do pokoju odrazu naszykowałam się do mycia. Dziewczyny spojrzały na mnie z wyrzutem.
    - No co? Idę się umyć pierwsza. Obiecuję, że szybko.
Olka przewróciła oczami, po czym powiedziała:
    - Dobra.
    Gdy puściłam zimny strumień wody na moje ciało, poczułam ulgę. Ćwiczenia porostu mnie wykańczały. Chciałam odpocząć od tego, ale niestety... przedemną jeszcze 2 tygodnie ciężkiej pracy i wielu niespodzianek związanych z Erykiem.
Chwilę później byłam już w pokoju. Usłyszałam głos Olki, która brała piżamę z walizki.
    - No, rzeczywiście bardzo krótko. - posłała mi serdeczny uśmiech.
    - Starałam się jak mogłam.
    Większość ludzi myśli, że jak ktoś przychodzi do kogoś, to trzeba się ubrać, umalować i wg. Ale nasza piątka (dziewczyny i chłopaki), witamy się w piżamach lub nawet najgorszych ciuchach. A co najważniejsze nikomu to nie przeszkadza. Cięszę się, że mam takich przyjaciół.
    Nagle usłyszałam pukanie. Zdziwiłam się, że tak szybko przyszli. Westchnęłam i poczłapałam do drzwi. Za nimi stał Seba i Adrian.
    - Hej. Wchodźcie.
Seba rozłożył się na kanapie, kożystając z chwilowej nieobecności Olki, Adrian usiadł na kszesełku. Zaczęliśmy rozmowe o zajęciach. Marta zaczęla mówić:
    - Sądzę, że jest całkiem okey. Pod koniec...
Nagle Ola wtargnęła do pokoju i rzuciła się na Sebastiana.
    - Złaź z mojego łóżka! - Oboje zaczęli się śmiać. Świetnie się bawili.
    - Fajnie, że nikt mnie nie słucha... - szepnęła Marta. Spojrzałam na nią. Jej twarz zdradzała zazdrość i jednocześnie smutek. Próbowała to ukryć bawiąc się włosami oraz nakłaniając je do zakrycia twarzy. Po chwili powiedziała głośno:
    - Dobra, idę do łazienki.
W tym momęcie Ola i Seba przerwali zabawę. Popatrzyli po sobie z rozbawieniem, po czym dziewczyna wstała i usiadła obok mnie, na moim łóżku. Trwała niezręczna cisza... Do czasu, aż Marta wyszła z łazienki.
    - Sebastian. Chodź. - rozkazała i wyszła z pokoju.
Chłopak zrobił wielkie oczy, ale posłusznie poszedł na korytarz. Ja z Adrianem i Olą siedzieliśmy cicho, nasłuchując o czym rozmawiają.
    - Jesteś jak wszyscy inni! - wrzasnęła Marta
    - Przecież się tylko wygłupiałem.... A po za tym, to Olka się na mnie rzuciła!
    - Mogłeś to przerwać. Ale jednak nie chciałeś. Wyrywasz jedną dziewczynę za drugą.
    - Ale Marta, to nie tak...
    - Nie przerywaj mi. - wkurzyła się - Wiesz co? Nie wiem jak mogłam pokochać taką świnię jak ty!
     Dziewczyna wpadła do pokoju i momentalnie przeszła na balkon. Chciała uniknąć wszelkich spojrzeń i pytań. Sebastan został na korytarzu, jak wryty, po tym co usłyszał. Natomiast Adrian i Ola, zrozumieli, że dwójka przyjaciół ukrywała przed nimi romans.



------------------------------------------------------
Pechowy  numer rozdziału, więc i tekst niezafajny ;( Nie wiem, czy już moja wena się skonczyła, czy jeszcze nieee.... Piszcie, bo nie wiem czy pisać dalej.

poniedziałek, 17 września 2012

Bohaterowie

                                                 





Wiktoria Mazór - utalentowana tanecznie, długowłosa blondynka. Ma 16 lat. W jej  orzechowych oczach można dojrzeć nutkę spokoju, chodź zazwyczaj buchają energią  Stara się żyć chwilą, żadko myśli o przyszłości. Ma piątkę dobrych przyjaciół: Marte, Olę, Sebastiana i Adriana. Razem z nią tańczą w zespole "Adrenalin".
Nie spodziewa się, jakie przygody czekają ją w te wakacje.














Marta Nałgowska - zawsze chętna do zabawy ciemnowłosa dziewczyna.Tak jak pozostałe dziewczyny ma 16 lat, lecz jest najstarsza spośród nich.  Ma jasnoszare, wesołe oczy. Bardzo lubi tańczyć, ale ma wielki talent do rysowania.
Zakochana się w Sebie. Nie zdaje sobie sprawy jak bardzo....













Ola Rechnia - zazwyczaj spokojna, ale lubiąca zabawę brunetka, która ma 16 lat. Czasami daje się ponieść emocjom. Wyłapuje u ludzi niby mało znaczące gesty, na podstawie których wie co o nich sądzić. Jest dobrą przyjaciółką.
Nikt, nawet ona sama, nie wie jaką niespodziankę kryje w sobie.














Adrian Milecki - Zabawny chłopak o czarnych oczach. Ma 17 lat. Kocha taniec, jak i.... jedną ze swoich przyjaciółek (patrzcie wyżej ^), domyślcie się którą. Idealnie wyczuwa sytuację, wie kiedy wypada coś powiedzieć.
Za wszelką cenę, będzie chciał "zdobyć" dziewczynę o której marzy.












Sebastian Adamczyk - dobrze zbudowany 17-latek. Bywa arogancki, żadko okazuje uczucia. Swoje emocje pokozuje w tańcu. Jest niewiarygodnie dobry w tym co robi.  Nad życie kocha Marte. Stara się na wszelkie sposoby, aby ich związek trwał jak najdłużej.














Eryk Kruk - opanowany 17-latek, dojrzały jak na swój wiek. Jego pasją jest pisanie wierszy. Szczególnie miłosnych. Lubi również pływać.
Ma tajemnicę, której boi się komukolwiek powierzyć.











Jak wam się podobaja bohaterowie? Specjalnie dodałam ich wizerunki póżniej, aby sprawdzić, czy tak sobie ich wyobrażaliście. Więc, jak? Trafiłam, czy nie zabardzo?

sobota, 15 września 2012

Rozdział 12


Zapoznanie



   Leżałam na łóżku, użalając się nad swoim losem, gdy nagle rozległo się głośne pukanie. To mógł być ktokolwiek, Ola, Marta (które nie pobiegły za mną -.-), nawet Adrian i Seba. No i Eryk. Powoli wstałam i otworzyłam drzwi. W nich stanął Eryk. Kto by się spodziewał?!
    - Hej. - powiedziałam poważnie.
    - Hej... Moge wejść – wskazał na pokój.
    - Yyy... - wahałam się. - Ta, jasne.
    - Szczerze, to nie chodzi tylko o twoje zajęcia – chłopak rozglądał się po pomieszczeniu, wziął do ręki perfumy. Otowrzył je i powąchał. - Ładne. Twoje. - to nie było pytanie.
    - Taak. Moje. Wracając do ...
    - Chodzi o to, że... - przerwał mi. - Że... Ty mnie nie znasz.
    - Ale chcialabym cię poznać.
    - To nie jest łatwe... i możliwe.
Chwila, chwila, chwila. Czy on powiedział, że poznanie go jest niemożliwe?!
    - Coo?
    - Nie mogę ci mówić wszyskiego. Poprostu nie mogę! - krzyknął ze złością.
    - Czemu? Co jest tak ważnego? - chciałam wyciągnąć z niego wszelkie "niemożliwe" sprawy.
Eryk schował twarz w dłoniach. Brakowało mu słów.
    - Spokojnie. Co to za tajemnica? Nikomu jej nie zdradze.
    - Wszyscy tak mówili. A potem...? Interweniowałem.
    - Słucham? O co ci chodzi? - nie miałam pojęcia, o co mu chodzi. Jaką wartość miał ten sekret?
    - Bez sensu tu przychodziłem. - powiedział zrezygnowany. - Nic tobie nie wyjaśnię. - Eryk skierował się do wyjścia.
    - Stój! - wrzasnęłam. - Czemu zawsze wychodzisz, kiedy poruszamy ważny temat?
Chłopak spojrzał w sufit.
    - Wiesz... Chodźmy na balkon. Muszę odetchnąć świerzym powietrzem. - chłopak ruszył w kierunku szklanych drzwi. Nagle zatrzymał się. - A czy możemy udawać jakby tej tajemnicy wogóle nie było?
Westchnęłam ciężko. Musiało to być coś ogromnego....
    - Okey. Ale mam nadzieję, że kiedyś mi powiedz o co chodzi. - wyszłam na balkon. Nie słyszałam od Eryka rzadnej odpowiedzi. Oparłam się o barierkę i mimo tej całej sytuacji uśmiechnęłam się. Powinnam się cieszyć, że poznałam ciekawego chłopaka, a nie na początku naszej znajomości wyciągać od niego najgłębsze sekrety. Postanowiłam przystopować trochę, i dla odmiany powiedzieć mu coś o sobie.
    - Gdzie mieszkasz? Ja w Warszawie, na Mokotowie. Dość blisko Wisły.
    - Interesujące, ja też. - uśmiechnął się. - Również blisko Wisły ale przy granicy ze Śródmieściem.
    - Super! - krzyknęłam. - Mieszkamy blisko siebie. Też mieszkam w tych okolicach. - naprawdę sie ucieszyłam. Być może moja wakacyjna miłośc potrwa dłużej niż wakacje.
    - Nawet nie wiem ile masz lat, do której szkoły chodzisz.
Racja. Nawet nie zauważyłam tego.
    - 16. 20 kwietnia są moje urodziny. Skończyłam gimnazjum i idę do Liceum imienia Marii Konopnickiej. A ty?
    - Dobry wybór. Uczyłem się tam, ale zrezygnowałem, z powodu...- przerwał na chwilę - Tajemnicy. Ale nie ważne. Mam 17 lat. Chodzę do  Liceum im.Tadeusza Reytana.
    - Hmmm... Ciekawe. Myślałam, że jesteś starszy.
    - Widocznie nie jestem. Ale to chyba dobrze? - uśmiechnął się zalotnie.
  Rozmawialiśmy długo. O wszystkim i o niczym. Nie poruszalismy tematu jego sekretu. Szerze mówiąc lepiej mi się z nim rozmawiało, gdy nie poruszaliśmy tematu jego sekretu. Cieszyłam się, że poznałam takiego chłopaka. Nagle powiedział:
    - Dobra, lece. Zaraz masz zajęcia. - momentalnie przeskoczył przez barierkę balkonową. Przerażona patrzyłam gdzie spadł i jak ciężko ranny jest. Ale on pomachał mi z balkonu podemną, po czym wszedł do swojego pokoju. Teraz domyśliłam się, skąd Eryk wiedział, gdzie mieszkam.