piątek, 31 sierpnia 2012

Rozdział 4

Przemyślenia


     Po wyjśćiu Adriana miałam ochotę się rozryczeć! Jakiś przestępca (prawdopodobnie) nękał mnie i moich przyjaciół.. Nie wierze.
     Chwilę później drzwi wejściowe otworzyły się. Weszła mama z Kondradem.
- Cześć słońce. Jak tam na spotkaniu?
Nie wiedziałam co powiedzieć. Rodzice i tak mają zawaloną głowę różnymi ważnymi sprawami, więc postanowiłam przemilczeć temat tajemniczego chłopaka.
- Całkiem... Spoko. Mogło być lepiej...
- Oj... Spakowałaś się już?
- COOOO???!!! - Przez to wszystko zupełnie wyleciało mi z głowy pakowanie się na wyjazd. - Jeszcze nie. Adrian do mnie wpadł i się zagadaliśmy...
- Adrian? Ten z zespołu? ;) - spytała się mama podejrzliwym tonem.
- Taak. Lece się spakować!
- Pamiętaj! O 16 obiad!!!! - kszyknęła mama, kiedy byłam już na piętrze.
     Wbiegłam do garderoby i wyciągnęłam wielką walizkę na jej środek. Następnie chodziłam od wieszaka do wieszaka, od półki do półki i wkładałam potrzebne ubrania.
Gdy skończyłam było już wpółdo czwartej. Powoli seszłam na dół. Mama już podawała wszystko na stół. Taty nigdzie nie widziałam. Tak samo jak brata.
- Mami? Gdzie tata i Kondzio?
- Ojciec zabrał go do garażu. Czyszczą rowery.
- Po co? Jadą gdzieś na wycieczkę?
- Jedziemy. Jutro wybieramy się nad Wisłę.
- Niee.... Musze zrobić zakupy! - jęknęłam
- Ile będziesz je robić? 10 godzin??? Nie. Słyszę. Odmowy. Jedziemy odrazu po obiedzie. Wrócimy około 20 i wtedy podjedziemy do sklepu.
- Ale mamoo.. Moge chociaż pójść rano?
- No dobrze. Teraz idź zawołaj tate i brata.
Wyszłam przez kuchenne drzwi i skierowałam się do garażu. Był oddalony od domu jakieś 15 metrów.
- HEJ!!! CHODŹCIE NA OBIAD!!!!
- Już! - krzyknął brat.
- Mama się niecierpliwi! - zawołałam – i ja też... - dodała szeptem.
- Ok, ok. - usłyszałam w odpowiedzi.
Po chwili dwójka ludzi wyszła z garażu.
     Obiad minął bardzo szybko. Odrazu, gdy zjadłam poszłam do swojego pokoju i wyciągnęłam telefon z torebki. Wybrałam numer do Marty. Po 3 sygnałach przyjaciółka odebrała.
- Wiki?! - zdziwia się. - Czemu dzwonisz?
- To już nie moge pogadać z najlepszą kumpelą?
- Możesz, możesz... Myślałam, że nie będziesz chciała ze mną gadać, po tym jak cię wystawiłam.
- Nie wystawiłas, tylko coś ci wypadło.. A tak właściwie to o co chodziło?
- Nooo... Wiesz.. Tata kazał mi umyć naczynia, a potem wyjść z psem.
- Macie zmywarke! A pozatym to pies twojej siostry i to ona z nim zawsze wychodzi... - niewierzyłam, że Marta mogła mnie okłamać. Chyba, że chodziło o tego gościa.
- Ale.. Moniki nie było w domu... - próbowała tłumaczyć się kumpela.
- Dobra nieważne! Czy przypatkiem nie chodzi o takiego dziwnego chłopaka? Zakapturzonego?
- Co? O czym ty mówisz? - czułam, że wie o co mi chodzi...
- Wiesz co? Skoro masz dalej tak kłamać to pogadamy dopiero we wtorek. Przed wjazdem. - Rozłączyłam się. Ten dzień był taki pokręcony! Jakbym obejrzała film w 3D... Zmęczyło mnie to. Postanowiłam się umyć. Nalałam ciepłej wody i aromatyczny płyn do narożnej wanny. Zanużyłam się w puszystej pianie do brody. Miałam wrażenie, jakby caly dzisiejszy dzień spływał ze mnie.
     Po tej długiej kąpieli włączyłam laptopa i usiadłam z nim na moim siedzisku na parapecie. Wyjrzałam za okno. Było pare minut po szóstej, a było tak jasno, jak o trzeciej. Gdy laptop uruchomił się, weszłam na face. Nie było tam nic interesującego. Zaczepki, zaproszenia do gier i jakieś nowe posty na mojej tablicy... Przeczytałam je.. Zaraz... W jednym z nich było napisane "Nie zniknę z twojego życia tak szybko, jak ty znikłaś z mojego.".... Pierwsza częśc była bardzo podobna do słów, które wypowiedział ten chłopak przed domem Marty. Przestraszyłam się i zobaczylam na autora posta. Nie było zdjęcia profilowego, a jego imie, "ŻYCIE"? Dziwne.. Widocznie to jakaś strona. Postanowiłam to olać. Popisałam chwile na chacie z Adrianem o tej całej sytuacji... On też nie rozumiał co się dzieje i miał ochote zapaść się pod ziemie.
   Gdy było po 20, wyłączyłam laptopa i padłam na łóżko. Nie wiem ile czasu minęło, nim zasnełam...

czwartek, 30 sierpnia 2012

Rozdział 3

Adrian

   Gdy dotarłam do domu, nikogo w nim nie zastałam. Zapewne mama pojechała na zakupy z Konradem, a tata był w pracy. I dobrze. Nie miałam ochoty na pytania "Wiktorio jak było?"... Pragnęłam jedynie zacząć ten dzień od nowa. Lecz nie było to możliwe.
   Wbieglam do swojego pokoju. Rzuciłam torebkę na łóżko i usiadłam na moim parapecie... Oparłam policzek o szybe, poczułam przeszywający chłód. Mam 16 lat, a moje życie zaczyna się walić... Jakiś chłopak mi grozi, nie wiem kim jest. Zabójcą?!!! A może porywaczem?! Koleżanka, albo mnie wystawiła, albo coś jej się stało. Przez to wszystko zaczełam płakać. Wpatrywałam się w łzy spływające po szybie, aż zasnęłam...
   PUK!
 
   PUK!

   PUK!
   Ktoś przeszkodził mi w spaniu.. I to bardzo. Odkleiłam się od okna. Ledwo otworzonymi oczami najpierw spojrzałam na drzwi, ale z tamtąd nie dochodziło pukanie. Skierowałam wzrok na okno. Przez chwilę światło mnie oślepiało, ale wzrok mi się przyzwycził. Stała tam jakaś postać. Chłopak. Adrian. Rzucał kamyki w szybe. Wykrzywiłam twarz w grymas "Zabije cię!", po czym otworzyłam okno.
   - O co chodzi! Spałam!!!
   - SORY!!! - wydarł się chłopak. - Muszę z tobą pogadać!
   - A telefonu nie masz?!
   - Nie odbierasz... To bardzo ważna sprawa. Mogę wejść? - spytał błagalnie Adrian. Uśmiechnęłam się blado i powiedziałam:
   - Jasne. Za chwilę ci otworze.
Zeszłam pośpiesznie po schodach. Otworzyłam drzwi. Chłopak wszedł niemal odrazu. Zdiął buty i odwrócił głowę w moją stronę:
   - Są rodzice?  - powiedział z bardzo dziwną miną. Adrian jest znany z nietypowych pomysłów, dlatego bałam się do czego mu ta wiadomość. Ale odpowiedziałam:
   - Jak narazie nie ma.
   - Świetnie. - Pokazał snieżnobiały uśmiech.
   - Ok... A o co chodzi? - z lekka zaczełam się bać.
   - Muszę pogadać, a po co twoim rodzice mieliby to słyszeć?
   - Aha, to dobrze.
Adrian skierował sie w strone schodów. Nagle zatrzymał się.
   - A co ty myślałaś? - zrobił podejrzną minę.
   - Eeee... Nic? - wybuchłam śmiechem. Dobrze mieć takiego przyjaciela jak on. Dzieki niemu prawie zapomniałam o tym co się stało wcześniej.
   - Jasne, jasne... - również Adrian zaczął sie śmiać.
   Gdy znaleźliśmy się w pokoju chłopak powiedział:
   - Boję się.
Te słowa mnie mocno zdziwiły.
   - Czego? - nagle przed moimi oczami stanął błysk bursztunu oczu tamtego chłopaka.
   - Trudno mi to mówić, bo jestem chłopakiem, ale... Ktoś mi groził.
   - Czemu MI to mówisz - wymsknęło mi się - Sory. Poprostu... Ech... Mi też ktoś groził.
   - Mówie to Tobie dlatego, że uważam ciebie za moją najlepszą kumpele. Przecież Sebie się nie zwierze. Wyśmiał by mnie.
   - Racja.
Sebastian jest miły, fajny i wg. Ale jak ktoś mu powie coś ważnego to zazwyczaj jego reakcja jest taka: "No weź, nie przesadzaj. Hahaha."
   - Ale zaraz. - chłopak przerwał moje przemyslenia - Jak to, ktoś ci groził?
   - Eee.. No umówiłam sie z Martą. W kawiarni. Gdy szłam to słyszałam kroki za mną, ale nikogo nie było. Albo na chwile stanęłam i czułam otarcie o rękę... - zauważyłam jak Adrian robi się przerazony - A potem dostałam telefon od Marty, która powiedziała, że nie przyjdzie. Mówiła takim przestraszonym głosem.. Poszłam do niej, a tam spotkałam chłopaka. Ewidentnie mi groził: "Idż lepiej, nikt ci nie otworzy" i "Pamietaj, nie zniknę z twojego zycia tak szybko". - byłam tak zdezerwowana, że zdania nie układały się w całość.
   - Chyba jaja sobie robisz! - Adrian wstał, po czym zaczął nerwowo chodzić. - No.. Ja... Tez spotkałem takiego kolesia. On mówił coś w podobie. Tyle, że ja poprostu wyszedłem do sklepu i go lekko popchnąłem a on..
   - O Matko... Miejmy nadzieję, że to tylko jakiś pijak.
   - Hah - zaśmiał się ponuro Adrian - Tak, miejmy nadzieję.

środa, 29 sierpnia 2012

Rozdział 2

UWAGA! Muzyka musi lecieć cicho.

Głos strachu

   - Wychodze! Będę za około 2 godziny!!! - krzykęłam do rodziców.
   - Dobrze Kochanie! - powiedziała mama - Bądź ostrożna. - dodał tata.
   - Ok, ok...
   Wolno szłam ulicą. Rozkoszowałam się każdym promykiem słońca, każdym podmuchem wiatru. Czułam w powietrzu, że te wakacje będą niesamowite!
   Nagle usłyszałam ciężkie kroki za sobą. Szybko się odwróciłam... ale za mną nikogo nie było. Musiałam widocznie się przeslyczeć. Uspokoiłam się i szłam dalej. Obserwowałam drzewa ozdobione zielonymi szerokimi liściami, na niektórych gałęziach zauwazyłam nawet wiewiórki! Doszłam do rogu mojej ulicy, po czym spojrzałam na zegarek, była 11.05. Westchnęłam ze zrezygnowaniem... Mogłam wyjść 40min. później... Gdy myślałam co zrobić dalej, poczułam mocne otarcie o bark. Momentalnie odwróciłam głowę. Lecz znowu niec nie zobaczyłam. Mogłabym myśleć, że to gałąź, lecz żadnej w poblizu nie było. Zaczęłam się bać...
   Niewiele myśląc ruszyłam w strone kawiarenki w której zawsze się spotykamy paczką lub tak jak ja teraz z Martą. Szłam coraz szybciej i szybciej, aż w końcu biegłam. Popychałam ludzi i widziałam ich zdezorientowane miny. Nie przestałam biec, póki nie znalazłam się w kawiarni.
   Dobiegłam do stolika stojącego w rogu i wcisnęłam się w fotel. Dysząc ciężko spojżałam na zegarek: 11.15. Było bardzo wcześnie. Ponad godzina czekania. Oczywiście, nie miałam zamiaru wychodzić z tąd. Czułam się bezbieczna. Nagle usłyszamłam mój dzwonek. To była Marta.
   - Ja... ja... nie przyjde. Problem w domu, pa.
   - Co?! Marta, co ci jest? - te słowa wypowiedziałam do nikąd, bo kolezanka już sie rozłączyła.
To było dziwne. Miała takie spięty i przestraszony głos. Jakby miała na ten telefon 2 sekundy. Zaczęłam sie poważnie martwić. Te dziwne kroki i ten dotyk.. A teraz Ona. Nie wiem co myśleć. Ale wiem co robić. Musze iść do Marty i dowiedzieć się o co jej chodziło. Jak ma jakąś rodzinną wizyte, albo Bóg wie co, trudno. Muszę wiedzieć, czy jej nic nie jest.
   Szłam ze spokojną maską na twarzy, we wnętrzu byłam przestraszona ale i wściekła. Nie wiedziałam co się dzieje... Po kilku minutach byłam już na miejscu. Przed moimi oczami stały drzwi od domu rodziny Nałgowskich. Zaczęłam dzwonić dzwonkiem jak 5-letnie dziecko. Cały czas.... Niestety nikt nie otwierał. Zrezygnowana odwróciłam się i... zobaczyłam jakiegoś chłopaka. Nie mogłam rozpoznać kim jest, bo miał spuszczona głowe i obszerny kaptur.
   - Idź lepiej... Nikt ci nie otworzy. - chłopak mówił to jakby mi groził. Skinełam głową i minełam go. Lecz ten chwycił mnie za nadgarstek.
   - Pamiętaj, nie znikne z twojego życia tak szybko. - szepnął. Po tych słowach widziałam tylko złoty błysk w jego oku.

Rozdział 1

Włączcie sobie do czytania :) Wskazówka: Muzyka musi być w miare cicho.

Wakacje

    "Ach... Nareszcie wakacje!" - pomyślałam wstając z łóżka. To był pierwszy wakacyjny poranek. Byłam bardzo szczęśliwa.
     Ukonczenie gimnazjum ze średnią 5,0 i z zachowaniem "bardzo dobrym" duzo mnie kosztowało... Nauka  w każdy dzień po kilka godzin, w niektóre dni nawet nie pisałam sms z moja przyjaciółką Martą! Niewiele weekendów spędziłam z rodziną lub znajomymi... Ale opłaciło się. Rodzice obiecali mi, że w te wakacje pojedziemy do Włoch, jeśli ukoncze gimnazjum ze srednią 5,0 lub wyżej. Dla niektórych, może wydawać się dziwne, że uczyłam się tak bardzo, tylko po to żeby jechać na wakacje. Ale ja marzyłam o tym wyjeździe kilka lat. A po za tym super jest skończyć gimnazjum z taką średnią!!! ;D
   Włochy, to nie jedyny mój wyjazd. Za 2 dni razem z moim zespołem tanecznym "Adrenalin" jedziemy nad morze, na warsztaty taneczne. Spędzimy 2,5 tyg. w eleganckim hotelu blisko wybrzeża :) . W tym zespole mam kilku dobrych znajomych: Martę, Ole, Sebastiana i Adriana. Wracając do warsztatów... Jeszcze nie wiadomo z kim będziemy je mieć... Haha :D
   Tryskałam energią jak wulkan! Aby się trochę uspokoić poszłam do łazienki i wzięłam szybki, zimny prysznic. Następnie ubrałam się w turkusowe, krótkie spodenki i czarną bluzkę na ramiączka.
   Pospiesznie zbiegłam na dół do kuchni. Mama kroiła chleb i bułki, a tata przygotowywał pomidory z cebulą. Mama jest malarką co wiąże się z pracą w domu oraz tym, że ma sporo czasu dla mnie i dla mojego młodszego brata - Konrada... Tak, niestety mam rodzeństwo.. Ten brzdąc ma 7 lat i jest straaasznie uperdliwy -.- Tata pracuje jako architekt wnętrz.
   - Hej! - zawołałam - Jak tam wakacyjny poranek?
   - Dobrze. Zawołaj brata, my jestesmy zajęci.- mama powiedziła przez ramie.
   Wbiegłam po schodach na 1 piętro. Zastukałam do pokoju brata.
    - Konrad! Cos ty ze sobą zrobił?!! - wykrzyknełam przerażona.
Drzwi otworzył mi jakiś niski gargulec z wielką szopą na głowie, który miał na sobie powyciąganą piżame.
Wściekła kucnęłam i spojrzłam w jego ledwo otworzone oczy:
   - Coś ty robił?
   - Grałem na kompie przez całą noc... - wymruczał w odpowiedzi.
Westchnęłam ciężko... Moze nie zabardzo lubie swojego braciszka, ale czuję się w pewien sposób odpowiedzialna, za to co robi. W koncu jestem jego starszą siostrą.
    - Masz natychmiast ogarnąć się, bo inaczej powiem rodzicom...
Wtedy Konrad otworzył szeroko oczy. Domyślił się, że nie żartuje... Szybko zamkął mi drzwi przed nosem. Potem słuszałam tylko trzaski otwieranych i zamykazych szuflad.
   Śniadanie minęło szybko i w miłej atmosferze.
   Cały dzisiejszy dzień miałam spędzić na pakowaniu się i siedzeniu na kompie? Nieeee, co to to nie. Poszłam do mojego pokoju i  wzięłam komórę. Zadzwoniłam do Marty.
   - Siemka! Wyskoczysz dzisiaj?
   - Hej. Spoko. 20 po 12 ?
   - Może być. Paa.
   - Pa.
   Spojrzałam na zegarek. Była 10.30. Wpadłam na pomysł, żeby przed spotkaniem jeszcze się przejść. Odsunęłam drzwi, prowadzące do garderoby. Załozyłam  czarne koturny i sięgnęłam po niewielką czarną torebkę. Włożyłam do niej telefon, portfel i zeszłam na dół.


______________________________________________________________

I jak wam się podoba pomysł z muzyką? Jeśli jest ok to dajcie znać, bo nie wiem czy jest sens dodawania do postów "nastrojowej muzyki". Oczywiście w każdym rozdziale byłaby inna ;)
 

wtorek, 28 sierpnia 2012

Witam!

Siemka!
Być może czytacie tego bloga "KLIK"? donka99 to właśnie ja! Na tym blogu, będę pisała książkę! ;D Ale skąd mam wiedzieć czy się wam podoba, skoro żadko piszecie komentarze? Proszę was o szczere opinie. Nawet jeśli mają być złe ;(.

A teraz... Zapraszam do czytania!