Adrian
Gdy dotarłam do domu, nikogo w nim nie zastałam. Zapewne mama pojechała na zakupy z Konradem, a tata był w pracy. I dobrze. Nie miałam ochoty na pytania "Wiktorio jak było?"... Pragnęłam jedynie zacząć ten dzień od nowa. Lecz nie było to możliwe.Wbieglam do swojego pokoju. Rzuciłam torebkę na łóżko i usiadłam na moim parapecie... Oparłam policzek o szybe, poczułam przeszywający chłód. Mam 16 lat, a moje życie zaczyna się walić... Jakiś chłopak mi grozi, nie wiem kim jest. Zabójcą?!!! A może porywaczem?! Koleżanka, albo mnie wystawiła, albo coś jej się stało. Przez to wszystko zaczełam płakać. Wpatrywałam się w łzy spływające po szybie, aż zasnęłam...
PUK!
PUK!
PUK!
Ktoś przeszkodził mi w spaniu.. I to bardzo. Odkleiłam się od okna. Ledwo otworzonymi oczami najpierw spojrzałam na drzwi, ale z tamtąd nie dochodziło pukanie. Skierowałam wzrok na okno. Przez chwilę światło mnie oślepiało, ale wzrok mi się przyzwycził. Stała tam jakaś postać. Chłopak. Adrian. Rzucał kamyki w szybe. Wykrzywiłam twarz w grymas "Zabije cię!", po czym otworzyłam okno.
- O co chodzi! Spałam!!!
- SORY!!! - wydarł się chłopak. - Muszę z tobą pogadać!
- A telefonu nie masz?!
- Nie odbierasz... To bardzo ważna sprawa. Mogę wejść? - spytał błagalnie Adrian. Uśmiechnęłam się blado i powiedziałam:
- Jasne. Za chwilę ci otworze.
Zeszłam pośpiesznie po schodach. Otworzyłam drzwi. Chłopak wszedł niemal odrazu. Zdiął buty i odwrócił głowę w moją stronę:
- Są rodzice? - powiedział z bardzo dziwną miną. Adrian jest znany z nietypowych pomysłów, dlatego bałam się do czego mu ta wiadomość. Ale odpowiedziałam:
- Jak narazie nie ma.
- Świetnie. - Pokazał snieżnobiały uśmiech.
- Ok... A o co chodzi? - z lekka zaczełam się bać.
- Muszę pogadać, a po co twoim rodzice mieliby to słyszeć?
- Aha, to dobrze.
Adrian skierował sie w strone schodów. Nagle zatrzymał się.
- A co ty myślałaś? - zrobił podejrzną minę.
- Eeee... Nic? - wybuchłam śmiechem. Dobrze mieć takiego przyjaciela jak on. Dzieki niemu prawie zapomniałam o tym co się stało wcześniej.
- Jasne, jasne... - również Adrian zaczął sie śmiać.
Gdy znaleźliśmy się w pokoju chłopak powiedział:
- Boję się.
Te słowa mnie mocno zdziwiły.
- Czego? - nagle przed moimi oczami stanął błysk bursztunu oczu tamtego chłopaka.
- Trudno mi to mówić, bo jestem chłopakiem, ale... Ktoś mi groził.
- Czemu MI to mówisz - wymsknęło mi się - Sory. Poprostu... Ech... Mi też ktoś groził.
- Mówie to Tobie dlatego, że uważam ciebie za moją najlepszą kumpele. Przecież Sebie się nie zwierze. Wyśmiał by mnie.
- Racja.
Sebastian jest miły, fajny i wg. Ale jak ktoś mu powie coś ważnego to zazwyczaj jego reakcja jest taka: "No weź, nie przesadzaj. Hahaha."
- Ale zaraz. - chłopak przerwał moje przemyslenia - Jak to, ktoś ci groził?
- Eee.. No umówiłam sie z Martą. W kawiarni. Gdy szłam to słyszałam kroki za mną, ale nikogo nie było. Albo na chwile stanęłam i czułam otarcie o rękę... - zauważyłam jak Adrian robi się przerazony - A potem dostałam telefon od Marty, która powiedziała, że nie przyjdzie. Mówiła takim przestraszonym głosem.. Poszłam do niej, a tam spotkałam chłopaka. Ewidentnie mi groził: "Idż lepiej, nikt ci nie otworzy" i "Pamietaj, nie zniknę z twojego zycia tak szybko". - byłam tak zdezerwowana, że zdania nie układały się w całość.
- Chyba jaja sobie robisz! - Adrian wstał, po czym zaczął nerwowo chodzić. - No.. Ja... Tez spotkałem takiego kolesia. On mówił coś w podobie. Tyle, że ja poprostu wyszedłem do sklepu i go lekko popchnąłem a on..
- O Matko... Miejmy nadzieję, że to tylko jakiś pijak.
- Hah - zaśmiał się ponuro Adrian - Tak, miejmy nadzieję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz