czwartek, 30 sierpnia 2012

Rozdział 3

Adrian

   Gdy dotarłam do domu, nikogo w nim nie zastałam. Zapewne mama pojechała na zakupy z Konradem, a tata był w pracy. I dobrze. Nie miałam ochoty na pytania "Wiktorio jak było?"... Pragnęłam jedynie zacząć ten dzień od nowa. Lecz nie było to możliwe.
   Wbieglam do swojego pokoju. Rzuciłam torebkę na łóżko i usiadłam na moim parapecie... Oparłam policzek o szybe, poczułam przeszywający chłód. Mam 16 lat, a moje życie zaczyna się walić... Jakiś chłopak mi grozi, nie wiem kim jest. Zabójcą?!!! A może porywaczem?! Koleżanka, albo mnie wystawiła, albo coś jej się stało. Przez to wszystko zaczełam płakać. Wpatrywałam się w łzy spływające po szybie, aż zasnęłam...
   PUK!
 
   PUK!

   PUK!
   Ktoś przeszkodził mi w spaniu.. I to bardzo. Odkleiłam się od okna. Ledwo otworzonymi oczami najpierw spojrzałam na drzwi, ale z tamtąd nie dochodziło pukanie. Skierowałam wzrok na okno. Przez chwilę światło mnie oślepiało, ale wzrok mi się przyzwycził. Stała tam jakaś postać. Chłopak. Adrian. Rzucał kamyki w szybe. Wykrzywiłam twarz w grymas "Zabije cię!", po czym otworzyłam okno.
   - O co chodzi! Spałam!!!
   - SORY!!! - wydarł się chłopak. - Muszę z tobą pogadać!
   - A telefonu nie masz?!
   - Nie odbierasz... To bardzo ważna sprawa. Mogę wejść? - spytał błagalnie Adrian. Uśmiechnęłam się blado i powiedziałam:
   - Jasne. Za chwilę ci otworze.
Zeszłam pośpiesznie po schodach. Otworzyłam drzwi. Chłopak wszedł niemal odrazu. Zdiął buty i odwrócił głowę w moją stronę:
   - Są rodzice?  - powiedział z bardzo dziwną miną. Adrian jest znany z nietypowych pomysłów, dlatego bałam się do czego mu ta wiadomość. Ale odpowiedziałam:
   - Jak narazie nie ma.
   - Świetnie. - Pokazał snieżnobiały uśmiech.
   - Ok... A o co chodzi? - z lekka zaczełam się bać.
   - Muszę pogadać, a po co twoim rodzice mieliby to słyszeć?
   - Aha, to dobrze.
Adrian skierował sie w strone schodów. Nagle zatrzymał się.
   - A co ty myślałaś? - zrobił podejrzną minę.
   - Eeee... Nic? - wybuchłam śmiechem. Dobrze mieć takiego przyjaciela jak on. Dzieki niemu prawie zapomniałam o tym co się stało wcześniej.
   - Jasne, jasne... - również Adrian zaczął sie śmiać.
   Gdy znaleźliśmy się w pokoju chłopak powiedział:
   - Boję się.
Te słowa mnie mocno zdziwiły.
   - Czego? - nagle przed moimi oczami stanął błysk bursztunu oczu tamtego chłopaka.
   - Trudno mi to mówić, bo jestem chłopakiem, ale... Ktoś mi groził.
   - Czemu MI to mówisz - wymsknęło mi się - Sory. Poprostu... Ech... Mi też ktoś groził.
   - Mówie to Tobie dlatego, że uważam ciebie za moją najlepszą kumpele. Przecież Sebie się nie zwierze. Wyśmiał by mnie.
   - Racja.
Sebastian jest miły, fajny i wg. Ale jak ktoś mu powie coś ważnego to zazwyczaj jego reakcja jest taka: "No weź, nie przesadzaj. Hahaha."
   - Ale zaraz. - chłopak przerwał moje przemyslenia - Jak to, ktoś ci groził?
   - Eee.. No umówiłam sie z Martą. W kawiarni. Gdy szłam to słyszałam kroki za mną, ale nikogo nie było. Albo na chwile stanęłam i czułam otarcie o rękę... - zauważyłam jak Adrian robi się przerazony - A potem dostałam telefon od Marty, która powiedziała, że nie przyjdzie. Mówiła takim przestraszonym głosem.. Poszłam do niej, a tam spotkałam chłopaka. Ewidentnie mi groził: "Idż lepiej, nikt ci nie otworzy" i "Pamietaj, nie zniknę z twojego zycia tak szybko". - byłam tak zdezerwowana, że zdania nie układały się w całość.
   - Chyba jaja sobie robisz! - Adrian wstał, po czym zaczął nerwowo chodzić. - No.. Ja... Tez spotkałem takiego kolesia. On mówił coś w podobie. Tyle, że ja poprostu wyszedłem do sklepu i go lekko popchnąłem a on..
   - O Matko... Miejmy nadzieję, że to tylko jakiś pijak.
   - Hah - zaśmiał się ponuro Adrian - Tak, miejmy nadzieję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz