piątek, 21 września 2012

Rozdział 14

Propozycja


    Wczorajszy wieczór nie był taki jak być powinien. Adrian zabrał Sebe z korytarza, a my nakłaniałyśmy Marte, by weszła do pokoju. Jakieś 40min. Nie miała ochoty na rozmowe ze mną, a co dopiero z Olką. Współczułam jej bardzo, sama bym się złościła zalotami swojego chłopaka do przyjaciółki. Niby nic między nimi nie zaszło, ale widać po takim zachowaniu, jaki jest człowiek. Nie chciałabym, aby Eryk był taki. A właśnie! Gdy mowa o Eryku... Dzisiaj w nocy śnił mi się... To znaczy, jego twarz, a potem widziałam jakieś białe pióra... Wyglądały jak skrzydła... Totalnie nie wiedziałam o co chodzi. Ale czułam, że to ma związek z jego tajemnicą. Mielismy się dzisiaj spotkać. Jest już po 14, a jego nie ma... Martwię się.
PUK! PUK! - o wilku mowa. Ucieszyłam się.
    - Hej! - zawołałam.
    - Siemka.
Gestem zaprosiłam go do środka. Ola spostrzegła co się dzieje i powiedziała:
    - Marta.... - zaczeła niepewnie. - Chodźmy gdzieś na chwilę.
    - Dobra. - mruknęła
Chłopak wyczuł nerwową sutuację. Usiadł na łóżku i czekał, aż dziewczyny wyjdą.
    - Co tam?
    - Spoko. Mam propozycję Dla ciebie.
Usmiechnęłam się szeroko. Mam nadzieję, że to będzie coś ciekawego.
    - Słucham.
Eryk odchrząknął i zaczął mówić:
    - A więc.. Chciałbym abyś wyszła ze mną jutro na misto po twoich pierwszych zajęciach.
Powtórka z rozmowy w kawiarni. Przecież tłumaczyłam mu, że nie mogę wychodzić z hotelu.
    - Chciałabym, ale no.. Nie mogę.
    - Domyślałem się... No wiesz. Moze jakoś udaloby mi się przekonać twoją instruktorkę.
Zaciekawiło mnie to:
    - Okey... Jak to zrobisz?
    - Powiem ci jak ją przekonam.
    - Niech będzie. To leć do niej, bo chce wiedzieć! - krzyknęłam z radością w głosie.
Chwilę później, Eryk był już u pani Iwony.


                                                                        ***

    Byłam bardzo podekscytowana jutrzejszym wypadem na miastoz Erykiem. Dziewczyny zdziwiły się, ale cieszyły się razem ze mną. Znaczy... Olka się cieszyła. Marta chodziła przez cały czas załamana, co przyczyniało się do braku rozmów z nią. Z chłopakami widywałysmy się tylko na próbach, ale i nie rozmawaialiśmy za dużo. Z tego co wiem, Adrian pocieszał Sebe, który również był bardzo smutny. Zawsze myślałam, że Sebastian nie ma rozbudowanych uczuć, ale jednak. Marta powinna jednak wybaczyć Sebie. Widać, że zależy mu na niej. Źle oceniłam go i tą całą sytuację.
    Eryk wyjaśnił mi jak przekonał moją instruktorkę, abym wyszła. Poprostu powiedział jej, że mnie zabiera na miasto. Nigdy bym nie uwierzyła, że się zgodzi... Przecież większość dorosłych odrazu mówi, że liczy się bezpieczeństwo podopiecznych i wogóle. A tu prosze! Pani Iwonka jest bardzo przychylna na takie sprawy.
    Dzisiejszy wieczór, po bardzo wyczerpującym treningu, spędziłam nudząc się. Eryk nie mógł do mnie przyść, bo chciałam jakoś zagadać Martę. Nie chcę 2 tygodni spędzić milcząc w pokoju. Niestety nic mi się nie udało zdziałać.
    Przez dłuższy czas rozmyślałam o Eryku. Poznałam go bardziej i teraz mogę spokojnie mówić, że to więcej niż tylko zauroczenie.

wtorek, 18 września 2012

Rozdział 13

Zerwanie


    Gdy przekroczyłam próg drzwi balkonowych, głowne drzwi od pokoju otworzyły się. Olka i Marta weszły do pomieszczenia.
    - Hej. - powiedziałam. - Nie ma to jak zostawić przyjaciółkę w krytycznej chwili.
    - Nie krytycznej. - zaprzeczyła Marta.
    - Gdybyśmy poszły za tobą, to ten chłopak nie przyszedł by do ciebie. - spostrzegła Ola.
    - No racja.
    - Hej! Dziewczyny, zaraz próba. - przypomniała Marta
    Pośpiesznie zaczęłyśmy się szykować. 30 minut później byłyśmy już gotowe. Okazało się, że mamy jeszcze sporo czasu, dlatego zajrzałyśmy do pokoju chłopaków – Adriana i Seby.
    - Siemka. Co chcecie? - przywitał nas Sebastian.
    - Nic, nic. Poprostu chciałyśmy wpaść. - uśmiechnęłam się.
    - Okey. Wchodźcie.
    Rozejrzałam się po ich tymczasowym "mieszkaniu". Mięli większy bałagan od naszego... Haaha. My to wsumie mamy niewielki, a to... To mega bajzel. Gdy ujrzałam wolne miejsce od ciuchów i słodyczy, odrazu je zajęłam.
    - Ej, Wiki... Co to za koleś, który wchodził do twojego pokoju. - spytał mnie Adrian. Był bardzo przejęty.
    - Kolega, a co?
    - Nic, zastanawiałem się kto to.
    - A skąd wiedziałeś, że tam ktoś był? - spytałam. Dziewczyny i Seba spojrzeli po sobie porozumiewawczo.
    - No... Eee... - jąkała się Adrian. - Słyszałem jak krzyczy i sie przestraszyłem.
  - Aaa... - przypomniałam sobie, jak Eryk zdenerwował się. - Nic się nie przejmuj. On nie jest niebezpieczny. -  zaśmiałam się cicho.
    - Ok, ok. - wtrąciła się do rozmowy Marta. - Kończymy to przesłuchanie. Za 15 minut zajęcia. Chodźmy już lepiej. Wskazała drzwi palcem.


                                                                         ***


    - O Mój Boże! Jaka jestem zmęczona... - jęknęłam i uniosłam głowę do sufitu.
    - Nic mi nie mów... - mruknął Sebastian.
    - Ja to bym poszła spać. - Olka jak zwykle senna.
    - Hahahahaha. Jasne! – zaśmiałam się.
    - Dobra, dobra.
Spojrzałam na zegarek: 20.15. Trzy godziny próby to bardzo dużo jak na mnie w tym momencie. Zazwyczaj to było minimum, ale dzisiaj byłam dziwnie wyczerpana. Mimo zmęczenia, chciałam spędzić ten wieczór jak większość na konkursach.
    - Chłopcy, wpadacie do nas za godzine?
    - Spoko. - odezwał się Adrian.
Po wejściu do pokoju odrazu naszykowałam się do mycia. Dziewczyny spojrzały na mnie z wyrzutem.
    - No co? Idę się umyć pierwsza. Obiecuję, że szybko.
Olka przewróciła oczami, po czym powiedziała:
    - Dobra.
    Gdy puściłam zimny strumień wody na moje ciało, poczułam ulgę. Ćwiczenia porostu mnie wykańczały. Chciałam odpocząć od tego, ale niestety... przedemną jeszcze 2 tygodnie ciężkiej pracy i wielu niespodzianek związanych z Erykiem.
Chwilę później byłam już w pokoju. Usłyszałam głos Olki, która brała piżamę z walizki.
    - No, rzeczywiście bardzo krótko. - posłała mi serdeczny uśmiech.
    - Starałam się jak mogłam.
    Większość ludzi myśli, że jak ktoś przychodzi do kogoś, to trzeba się ubrać, umalować i wg. Ale nasza piątka (dziewczyny i chłopaki), witamy się w piżamach lub nawet najgorszych ciuchach. A co najważniejsze nikomu to nie przeszkadza. Cięszę się, że mam takich przyjaciół.
    Nagle usłyszałam pukanie. Zdziwiłam się, że tak szybko przyszli. Westchnęłam i poczłapałam do drzwi. Za nimi stał Seba i Adrian.
    - Hej. Wchodźcie.
Seba rozłożył się na kanapie, kożystając z chwilowej nieobecności Olki, Adrian usiadł na kszesełku. Zaczęliśmy rozmowe o zajęciach. Marta zaczęla mówić:
    - Sądzę, że jest całkiem okey. Pod koniec...
Nagle Ola wtargnęła do pokoju i rzuciła się na Sebastiana.
    - Złaź z mojego łóżka! - Oboje zaczęli się śmiać. Świetnie się bawili.
    - Fajnie, że nikt mnie nie słucha... - szepnęła Marta. Spojrzałam na nią. Jej twarz zdradzała zazdrość i jednocześnie smutek. Próbowała to ukryć bawiąc się włosami oraz nakłaniając je do zakrycia twarzy. Po chwili powiedziała głośno:
    - Dobra, idę do łazienki.
W tym momęcie Ola i Seba przerwali zabawę. Popatrzyli po sobie z rozbawieniem, po czym dziewczyna wstała i usiadła obok mnie, na moim łóżku. Trwała niezręczna cisza... Do czasu, aż Marta wyszła z łazienki.
    - Sebastian. Chodź. - rozkazała i wyszła z pokoju.
Chłopak zrobił wielkie oczy, ale posłusznie poszedł na korytarz. Ja z Adrianem i Olą siedzieliśmy cicho, nasłuchując o czym rozmawiają.
    - Jesteś jak wszyscy inni! - wrzasnęła Marta
    - Przecież się tylko wygłupiałem.... A po za tym, to Olka się na mnie rzuciła!
    - Mogłeś to przerwać. Ale jednak nie chciałeś. Wyrywasz jedną dziewczynę za drugą.
    - Ale Marta, to nie tak...
    - Nie przerywaj mi. - wkurzyła się - Wiesz co? Nie wiem jak mogłam pokochać taką świnię jak ty!
     Dziewczyna wpadła do pokoju i momentalnie przeszła na balkon. Chciała uniknąć wszelkich spojrzeń i pytań. Sebastan został na korytarzu, jak wryty, po tym co usłyszał. Natomiast Adrian i Ola, zrozumieli, że dwójka przyjaciół ukrywała przed nimi romans.



------------------------------------------------------
Pechowy  numer rozdziału, więc i tekst niezafajny ;( Nie wiem, czy już moja wena się skonczyła, czy jeszcze nieee.... Piszcie, bo nie wiem czy pisać dalej.

poniedziałek, 17 września 2012

Bohaterowie

                                                 





Wiktoria Mazór - utalentowana tanecznie, długowłosa blondynka. Ma 16 lat. W jej  orzechowych oczach można dojrzeć nutkę spokoju, chodź zazwyczaj buchają energią  Stara się żyć chwilą, żadko myśli o przyszłości. Ma piątkę dobrych przyjaciół: Marte, Olę, Sebastiana i Adriana. Razem z nią tańczą w zespole "Adrenalin".
Nie spodziewa się, jakie przygody czekają ją w te wakacje.














Marta Nałgowska - zawsze chętna do zabawy ciemnowłosa dziewczyna.Tak jak pozostałe dziewczyny ma 16 lat, lecz jest najstarsza spośród nich.  Ma jasnoszare, wesołe oczy. Bardzo lubi tańczyć, ale ma wielki talent do rysowania.
Zakochana się w Sebie. Nie zdaje sobie sprawy jak bardzo....













Ola Rechnia - zazwyczaj spokojna, ale lubiąca zabawę brunetka, która ma 16 lat. Czasami daje się ponieść emocjom. Wyłapuje u ludzi niby mało znaczące gesty, na podstawie których wie co o nich sądzić. Jest dobrą przyjaciółką.
Nikt, nawet ona sama, nie wie jaką niespodziankę kryje w sobie.














Adrian Milecki - Zabawny chłopak o czarnych oczach. Ma 17 lat. Kocha taniec, jak i.... jedną ze swoich przyjaciółek (patrzcie wyżej ^), domyślcie się którą. Idealnie wyczuwa sytuację, wie kiedy wypada coś powiedzieć.
Za wszelką cenę, będzie chciał "zdobyć" dziewczynę o której marzy.












Sebastian Adamczyk - dobrze zbudowany 17-latek. Bywa arogancki, żadko okazuje uczucia. Swoje emocje pokozuje w tańcu. Jest niewiarygodnie dobry w tym co robi.  Nad życie kocha Marte. Stara się na wszelkie sposoby, aby ich związek trwał jak najdłużej.














Eryk Kruk - opanowany 17-latek, dojrzały jak na swój wiek. Jego pasją jest pisanie wierszy. Szczególnie miłosnych. Lubi również pływać.
Ma tajemnicę, której boi się komukolwiek powierzyć.











Jak wam się podobaja bohaterowie? Specjalnie dodałam ich wizerunki póżniej, aby sprawdzić, czy tak sobie ich wyobrażaliście. Więc, jak? Trafiłam, czy nie zabardzo?

sobota, 15 września 2012

Rozdział 12


Zapoznanie



   Leżałam na łóżku, użalając się nad swoim losem, gdy nagle rozległo się głośne pukanie. To mógł być ktokolwiek, Ola, Marta (które nie pobiegły za mną -.-), nawet Adrian i Seba. No i Eryk. Powoli wstałam i otworzyłam drzwi. W nich stanął Eryk. Kto by się spodziewał?!
    - Hej. - powiedziałam poważnie.
    - Hej... Moge wejść – wskazał na pokój.
    - Yyy... - wahałam się. - Ta, jasne.
    - Szczerze, to nie chodzi tylko o twoje zajęcia – chłopak rozglądał się po pomieszczeniu, wziął do ręki perfumy. Otowrzył je i powąchał. - Ładne. Twoje. - to nie było pytanie.
    - Taak. Moje. Wracając do ...
    - Chodzi o to, że... - przerwał mi. - Że... Ty mnie nie znasz.
    - Ale chcialabym cię poznać.
    - To nie jest łatwe... i możliwe.
Chwila, chwila, chwila. Czy on powiedział, że poznanie go jest niemożliwe?!
    - Coo?
    - Nie mogę ci mówić wszyskiego. Poprostu nie mogę! - krzyknął ze złością.
    - Czemu? Co jest tak ważnego? - chciałam wyciągnąć z niego wszelkie "niemożliwe" sprawy.
Eryk schował twarz w dłoniach. Brakowało mu słów.
    - Spokojnie. Co to za tajemnica? Nikomu jej nie zdradze.
    - Wszyscy tak mówili. A potem...? Interweniowałem.
    - Słucham? O co ci chodzi? - nie miałam pojęcia, o co mu chodzi. Jaką wartość miał ten sekret?
    - Bez sensu tu przychodziłem. - powiedział zrezygnowany. - Nic tobie nie wyjaśnię. - Eryk skierował się do wyjścia.
    - Stój! - wrzasnęłam. - Czemu zawsze wychodzisz, kiedy poruszamy ważny temat?
Chłopak spojrzał w sufit.
    - Wiesz... Chodźmy na balkon. Muszę odetchnąć świerzym powietrzem. - chłopak ruszył w kierunku szklanych drzwi. Nagle zatrzymał się. - A czy możemy udawać jakby tej tajemnicy wogóle nie było?
Westchnęłam ciężko. Musiało to być coś ogromnego....
    - Okey. Ale mam nadzieję, że kiedyś mi powiedz o co chodzi. - wyszłam na balkon. Nie słyszałam od Eryka rzadnej odpowiedzi. Oparłam się o barierkę i mimo tej całej sytuacji uśmiechnęłam się. Powinnam się cieszyć, że poznałam ciekawego chłopaka, a nie na początku naszej znajomości wyciągać od niego najgłębsze sekrety. Postanowiłam przystopować trochę, i dla odmiany powiedzieć mu coś o sobie.
    - Gdzie mieszkasz? Ja w Warszawie, na Mokotowie. Dość blisko Wisły.
    - Interesujące, ja też. - uśmiechnął się. - Również blisko Wisły ale przy granicy ze Śródmieściem.
    - Super! - krzyknęłam. - Mieszkamy blisko siebie. Też mieszkam w tych okolicach. - naprawdę sie ucieszyłam. Być może moja wakacyjna miłośc potrwa dłużej niż wakacje.
    - Nawet nie wiem ile masz lat, do której szkoły chodzisz.
Racja. Nawet nie zauważyłam tego.
    - 16. 20 kwietnia są moje urodziny. Skończyłam gimnazjum i idę do Liceum imienia Marii Konopnickiej. A ty?
    - Dobry wybór. Uczyłem się tam, ale zrezygnowałem, z powodu...- przerwał na chwilę - Tajemnicy. Ale nie ważne. Mam 17 lat. Chodzę do  Liceum im.Tadeusza Reytana.
    - Hmmm... Ciekawe. Myślałam, że jesteś starszy.
    - Widocznie nie jestem. Ale to chyba dobrze? - uśmiechnął się zalotnie.
  Rozmawialiśmy długo. O wszystkim i o niczym. Nie poruszalismy tematu jego sekretu. Szerze mówiąc lepiej mi się z nim rozmawiało, gdy nie poruszaliśmy tematu jego sekretu. Cieszyłam się, że poznałam takiego chłopaka. Nagle powiedział:
    - Dobra, lece. Zaraz masz zajęcia. - momentalnie przeskoczył przez barierkę balkonową. Przerażona patrzyłam gdzie spadł i jak ciężko ranny jest. Ale on pomachał mi z balkonu podemną, po czym wszedł do swojego pokoju. Teraz domyśliłam się, skąd Eryk wiedział, gdzie mieszkam.

piątek, 14 września 2012

Rozdział 11

Co mam myśleć?

    Minęło śniadanie, jak i pierwsze zajęcia. Starałam się, zapomnieć o Eryku, ale było to trudne. Na szczęście Olka i Adrian mnie zagadywali. Marta i Seba również, ale byli bardzo pochłonięci udawaną kłótnią. Gdy wróciłyśmy do pokoju spojrzałam na telefon. Była 12.20, co oznaczało, że mamy niecałe 5 godzin na "relaks."
    - Jak wam się podoba nasza choreografka? - spytałam.
    - Fajna. Spodziewałam się bardziej wymagającej. - stwierdziła Marta.
    - Taaa, ja też. Ale przynajmniej jest miła i dość zabawna. - pochwaliła Olka.
    - A teraz, co robimy?
    - Basen? Kawiarnia? - zaproponowałam z uśmiechem.
    - Kawiarnia. – powiedziały dziewczyny jednocześnie.
    Po koleji wzięłyśmy szybki prysznic. Ja założyłam kwiatową spódnicę o kroju tulipana oraz czarną dopasowaną bluzkę. Marta założyła sukienkę w kwiatki ze złotym zapięciem z tyłu. Ola ubrała się w jasnozielone, krótkie spodenki i szeroką bluzkę, którą zawiązała luźno z boku. Po chwili, byłyśmy gotowe do wyjścia.
   Kiedy winda zjechała na dół, szybko skierowałyśmy się do kawiarni. Marta myślała gdzie usiądziemy.
    - Chodźmy tam! - wskazała na stolik przy którym rozmawaiałam z Erykiem.
    - Nie! - zaprotestowałam – Eeeyy.. wybierzmy lepiej tamto miejsce. Bardziej oddalone. - wymyśliłam cokolwiek. Nie miałam zamiaru usiąćw poprzednim stoliku. Zbyt wiele smutku.
    - Ok. Obojętne mi to. - odpowiedziała Marta.
Skierowałyśmy się do wybranego stolika. Zajełam fotel odwrócony do reszty kawiarni. Sięgnęłyśmy po karty i w milczeniu szukałyśmy odpowiednich deserów. Nagle Olka szepnęła:
    - Ja cię kręcę! Ale ciacho.  
    - Gdzie? - Marta spytała.
    - Tam. - wzkazała chłopaka brodą.
Odwróciłam się. Nie. Wierze. To Eryk!!!! Mocno się zdziwiłam. Eryk siadał przy oddalonym stoliku. Był bardzo zamyślony. Chciałam wiedziec o czym tak myśli. Nie wiedziałam, czy pójść do niego, czy zapomnieć... Jeśli teraz do niego nie pójdę, nie zobaczymy się więcej...Wstałam i szybko poszłam do niego. Zostawiłam przyjaciółki ze zdziwieniem na twarzy.
    - Eryk! - zawołałam.
    - Wiktoria?! Co ty tu...?
    - Myślałam, żę ty wyjechałeś. Boże...
    - Spokojnie. Wyjeżdżam jutro.
Coo? - pomyślałam. Zbudowana przed chwilą nadzieja, runęła w ciągu sekundy. Nie mogłam nic powiedzieć. Czułam się upokorzona i zawiedziona.
    - Przykro mi. Mówiłem, że nigdy więcej się już nie zobaczymy.
    - Ale... Ale ja... Proszę. Nie zostawiaj mnie.
    - Wybacz. - spojrzał mi prosto w oczy.
Nie ogarniałam co się dzieje. Nie miałam pojęcia, co mu powiedzieć... Czułam się tak rozdarta...
    - Wyjeżdżam i nie będę przeszkadzać ci w warsztatach. - powiedział wyjądkowo spokojnym głosem Eryk.
    - Jezu! - wrzasnęłam. Wiekszość ludzi spojrzała się na mnie dziwnie, ale olałam to. - Ty nic nie rozumiesz. Ty musisz zostać. Bez ciebie nic mi nie wychodzi.
    - Teraz to rzeczywiście nie wiem o co ci chodzi. Mówisz mi, że jesteś zajęta i nie masz czasu na spotykanie się ze mną, a potem, że jak mnie nie ma to jest ci źle. Zdecyduj się. - spojrzał na mnie z powagą. - A po za tym... Ile spedziliśmy ze sobą czasu? W sumie to ani chwili. Nie wiesz kim jestem, jaki jestem... Więc nie wiem, czemu tak bardzo chcesz abym został...
    Zastanowiłam się nad słowami Eryka. Miał rację... Ale... Jakoś... Czułam, że on musi być w moim życiu.
    - Zostań. Proszę. - spojrzałam w jego oczy odważnie, po czym... Wybiegłam z kawiarni, nie słysząc jego odpowiedzi.
    Wpadłam w ostatniej chwili do otwartej windy. Oparłam się o róg i zaczęłam płakać. Zdałam sobie sprawę jak wielkie jest moje uczucie do.... do nieznajomego.  

środa, 12 września 2012

Rozdział 10

Wizyta

    Po powrocie do pokoju, zaczęłam płakać... Rzuciłam się na łóżko i... cierpiałam. Nawet rudno to określić.
    - Matko! Wiki, co się stało? - spytała Olka
    - NIC! - wrzasnęłam. Chciałam znaleść się tylko w moim pokoju, odciąć się od reszty świata.
    - Dobrze, już. Będzie okey... - powiedziała – Co kolwiek to jest – dodała cicho.
    - Wcale nie byłam u Dominiki. - wyrzuciłam z siebie. - Poznałam chłopaka...
    - O ja..... Czemu nic nie mówiłaś?
Nie miałam ochoty na tłumaczenia.
    - Zostaw mnie. Powiem ci wszystko, jak ochłonę – wychlipiałam. - Ale powiedz mi. Gdzie Marta?
    - Ech... Nie wiem. Zniknęła gdzieś.
Czyli Seba i Marta ciągną dalej swoją tajemniczą randkę.. Wszyscy są szczęśliwi oprócz mnie!!!!!!!!!!!!!
Weschnęłam ciężko. Postanowiłam wziąć prysznic i położyć się. Dzisiaj nic więcej nie dam rady zrobić.


                                                                          ***


    Pierwsza noc w tym wygodnym, hotelowym łóżku... Ale nawet ono nie pomogło mi z Erykiem. Załamałam się... Tragedia. Spojrzałam w lewo. Marta spała. Ciekawe kiedy wróciła od Seby? - pomyślałam sarkastycznie. Olka nie spała. Siedziała na rozsuniętej kanapie i czytała.
    - Hej. - szepnęłam.
    - O! Cześć.
    - Sory, że tak szybko poszłam spać i nie gadałam, ale byłam strasznie zawiedziona.
    - Okey. Nie ma sprawy.
    - Aaaa.... Marta? Co z nią?
    - Wróciła około jedenastej. Zachowywała się bardzo dziwnie. - spojrzała na nią, upewniając się czy śpi. - No.. Była strasznie wesoła. Aż nadto.
   - Okey... Ciekawe co robiła... - udawałam, że nie wiem.
    - A co z tym chłopakiem?
Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam mówić:
    - Wielka jedna pomyłka. Spotkaliśmy się na basenie. Był taki przystojny miły i wogóle. Po czym spotkaliśmy się w kawiarni. Wyskoczył do mnie z propozycją pójścia dzisiaj na plaże. Mamy przecież zajęcia, więc jak?! Odmówiłam, a on... Odszedł. - o malo się nie popłakałam. - Nie znam go zabardzo, ale miałam wrażenie, jakbym zakochała się od pierwszego wejrzenia...
    - Jeju.... Przykro mi. Miałaś szanse przeżyć swoją pierwszą, wakacyjną miłośc.
    - Tsaaa... Już po wszystkim. Pewnie teraz wyjedzie.... - wcisnęłam glowę w poduszkę. - Aaaaa!
    - Spokojnie. Bedzie dobrze. - Marta usiadła na brzegu mojego łóżka. - Jeszcze nie raz spotkasz jakiegoś miłego chłopaka.
    - Tyle, że ja nie chce "jakiegoś"! Ja chcę Eryka!! - rozpłakałam się.
    - O co chodzi? - Marta obudziła się – Matko! Dopiero 6.40, a wy już na nogach?! - wymruczała zaspana. - Wow... - przytuliła sie do poduszki i po chwili zasnęła.
    - Wiki. Proszę, nie płacz. Jesteśmy w fajnym hotelu razem ze znajomymi. Musimy się tym cieszyć! - wykrzyknęła. Odruchowo spojrzała na Martę, ale ona spała jak zabita.
    - Okey... Niech będzie. - pociągnęłam nosem. - Szykujmy się powoli na sniadanie. - wstałam i poszłam w kierunku łazienki.
    - A o której mamy zbiórkę?
    - 8.50. Wiem dużo czasu. Ale co będziemy robić? Bez sensu iść spać.
    - Ok... Zaraz trzeba będzie obudzić naszego śpiocha. - zaśmiała się Olka.

poniedziałek, 10 września 2012

Rozdział 9

Spotkanie


    Nie mogłam uwierzyć, że to wszystko, ten płacz, ta chisteria, ten filmik... To tylko złudzenie. Zaczęłam się też bac tym nagłym wyjściem Marty. Nie ma jej nawet na kolacji! Nikomu nie mówiła gdzie idzie... Podejrzane. Te przymyślenia nękały mnie cały czas... Mimo pysznego jedzenia i gatki-szmatki z przyjaciółmi, byłam bardzo przejęta.
    Po zjedzeniu, szybko poszłam do pokoju wraz z Olką. Nagle mój wzrok padł na karteczkę z liścikiem od Eryka... Przypomiałam sobie o spotkaniu. Musiałam tam pójść.
Szybko przebrałam się w dopasowaną niebieską sukienkę na ramiączka i czarne koturny.
    - Ej! Gdzie idziesz? - Spytała mnie Ola. Nie wiedziałam czy powiedzieć jej prawdę, czy skłamać. Szczerze, to wolałam nie wyjawiać jej prawdy.
    - Eeem.. Idę się spotkać z Dominiką.
    - Znowuuu? Lepiej zostań! - wykrzynkęła Ola.
    - Nie.. Naprawdę muszę iść.
    - Czasami się zastanawiam czy naprawdę się z wami przyjaźnię, czy jestem tylko na doczepkę.
    - Boże! Ola! Nie mów tak. Przecież się przyjażnimy! - podeszłam do niej. - Poprostu niektóre sprawy są zbyt osobiste, aby wyjawiać je nagle całemu światu. Powiem ci w swoim czasie. Dobrze?
Westchnęła. Na jej miejscu, tez bym miała dość. No, aleee... Nie mogę mówić wszystkim o przystojniaku, którego jeszcze mi zabiorą. O nie, nie, nie!
    - Dobra, jak chcesz. Pogadamy jak wrócisz.
    - Dzięki. - mówiąc to wzięłam małą torebkę, w której była karta, portfel i telefon. Szybko podbiegłam do częśći korytarza z windami. Nagle usłyszałam głos Marty:
    - Seba... Póki co, nikt nie może się o nas dowiedzieć.
COOO?! Oni? Razem...? Przecież sie podobno pokłócili... Chwila. Seby nie było na kolacji, tak jak Marty. Dopiero teraz to ogarnęłam. Czyli oni ze sobą chodzą! O jaaa... Schowałam się za kwiatkiem, był bardzo duży oraz liściasty, więc nie było możliwości, aby mnie zobaczyli. Momentalnie para wyszła zza rogu.
    - Wiem. To będzie trudne, bo strasznie za tobą szaleję. - po tych słowach zbliżył się do dziewczyny i namiętnie ją pocałował. Ona odwzajemniła pocaunek. Trwało to bardzo długo. Spojrzałam na zegarek. Była za 20 dziewiąta. Musiałam wymyslić coś, aby dojść do wind i nie wyjść na podglądacza. WIEM!
Cofnęłam się w głębszą częśc korytarza po czym powiedziałam:
    - O Matko! Jak późno!
Sekundkę później usłyszałam ciche tupoty stóp. Seba i Marta uciekli! Tak, to był dobry plan!
Pospiesznie weszłam do windy i nacisnęłam przycisk z "0". Na tym piętrze jest kawiarnia, w której mam spotkanie. Zegarek wskazywał za 15. Powinnam zdąrzyć.
    Nagle winda zaczęła szybko jechac w górę i w dół. W pierwszej chwili nie wiedziałam o co chodzi. Gdy nagle winda zatrzymała się na poziomie 0, dałam kroka w strone wyjścia i wtedy... Znów wieżdżałam w góre. Zaczęłam krzyczeć! Bardzo się bałam. Tego, że mogę się zabić, jak i tego, że nigdy więcej nie zobacze Eryka. Niespodziewanie winda zatrzymała się na poziomie 8 i drzwi otworzyły się. Wypadało mi wejść do innej, albo zbiec po schodach. Spojrzłam w strone wskaźników piętra. Wszyskie były na "0". Nie miałam sekundy do stracenia dlatego, rzuciłam sie na schody. Biegłam coraz szybciej i szybciej. Naszczęśnie nie wywaliłam się. Gdy znalazłam się blisko kawiarni, odetchnęłam z ulgą. Podeszłam do stolików i namierzyłam Eryka... Który wstawał. Oblał mnie zimny pot. Nie mogłam pozwolić mu odejść... Musi to głupio brzmieć w stosunku do chłopaka, którego nie znam... Szybko podeszłam i dotknęłam jego ramienia. Odwrócił się.
    - Spóźniłaś się. - powiedział chłodno, jego brązowe, teraz zimne oczy nawet nie patrzyły na mnie. Zaniemówiłam. Ukratkiem spojrzałam na zegarek. Długa wskazówka była bardzo blisko 12.
    - Ale... Winda.. Ona się zepsuła. I biegłam po schodach. Boże! Pogadajmy! - wykrzyknęłam.
    - Skoro chcesz – usmiechnął się lekko, tak jakby wszystko zaplanował...
Podszedł do fotela, po czym go odsunął. Wskazał ręką miejsce. Usta same się uśmiechnęły. Usiadłam. Eryk zajął miejsce naprzeciwko mnie i zaczął mówić:
    - W sumie to nie wierzyłem, że przyjdziesz.
    - Czemu? - zdziwiłam się
    - Bo... Przeciesz mnie nie znasz. Skąd wiesz, że nie jestem seryjnym mordercą? – zaśmiał się.
    - Stąd. - przerwałam mu. - Śmiejesz się.
    - No tak...
    - Ej... Jak się dowiedziałeś gdzie mieszkam?
    - A jak ty dowiedziałaś się, że liścik był ode mnie? - odbił piłeczkę.
Oj... Hmm... Sama nie wiedziałam.
    - No.. Przeczucie. - odpowiedziałam wkońcu.
    - No właśnie. - dostałam odpowiedź na swoje pytanie.
Eryk nachylil się w moją stronę i powiedział:
    - Wyskoczysz jutro rano ze mną nad morze?
Zaskoczyła mnie ta propozycja, ale jesten tu na warsztatach tanecznych, a nie na wakacjach. Dzisiaj tylko nie było zajęć, dlatego mam dużo wolnego czasu.
    - Przepraszam, ale dla mnie to nie są wakacje.
    - Słucham?
    - Przyjachałam tu z moim zespołem tanecznym na zajęcia. Mimo tego wspaniałego hotelu, to nie są wakacje.
    - Ach... Rozumiem. - miałam wrażenie, jakby te słowa mocno go dotknęły.
    - Przykro mi. Jak będę miała chwilę wolnego to zadzwonie. Podasz mi swój numer telefonu?
    - Eeee... Wiesz co musze iść. - wstał i poprostu odszedł.

niedziela, 9 września 2012

Rozdział 8

Wyjaśnienia


    Przed wejściem na basen nie rozmiawiałyśmy. Przejęłyśmy się sprawą Oli. Dopiero jak włożyłyśmy karty do szafek Marta się odezwała:
    - Czas na wyjaśnienia. Chodźmy do sauny, żadko są tam ludzie.
  Szłyśmy powoli w kierunku saun, gdy nagle przyjaciółka zauważyła.. Sebastiana. Zaczęła biec jak szalona, a ja za nią. Nie miałam pojęcia o co jej chodzi... Gdy dotarłyśmy przed drzwi, poczułam mocne pchnięcie w przód. Walnęłam głową o drzwi i runęłam jak długa na ziemie. Po paru sekundach, przynajmniej tak mi się zdawało, ocuciłam się. Powoli i ostrożnie wstałam. Nagle usłyszłam głos Marty:
    - No właź do tej sauny!!!!! Pośpisz sobie w nocy w pokoju!!! - widocznie nie przejęła się zbytnio tym, że zemdlałam. Chciała tylko uciec przed Sebastianem. Ciekawe czemu...Otworzyłam drzwi. Poczułam na twarzy żar. Nie miałam ochoty tam wchodzić, ale usłyszałm charakterystyczne chrząknięcie Marty. Weszłyśmy do środka. Było pusto... Usiadłyśmy na drwenianych ławkach. Przez moment myślałam, że się uduszę, ale gdy tylko wzięłam pierwszy wdech, zrobiło się dziwnie chłodnej. Ale ulga....
    - Dobra. O co chodzi z Sebą? I tym telefonem przed spotkaniem?
Przyjaciółka westchnęła, po czym powiedziała:
    - Szykowałam się na spotkanie, kiedy jakiś bandyta w kominiarce wtargnął do mojego domu, przez okno. - zacięła się – I... I... I potem chciałam uciekać, ale on by szybki i mnie złapał... - Marta zaczęła płakać, jej łzy szybko wyparowywały w tym ukropie. - Zaczął mówić do mnie, ale nic nie rozumiałam.. Byłam w takim szoku... Gdy skończył gadać poprostu wyszedł. To dziwne w sumie... - łkała – Nic mi nie zrobił, ale to i tak było straszne. Spotkanie nie miałoby sensu.
    - Oł... No to ci współczuję. Ale czemu nie otwierałaś, gdy dzwoniłam do drzwi?
    - Bałam się, że to ten człowiek...
    - Rodziców nie było?
    - Gdyby byli to by to inaczej wyglądało, przecież wiesz.
Zamilkłam nie wiedziałam co powiedzieć. Marta przestała wreszcie płakać i wstała.
    - Hej! Czekaj! - coś mi się przypomniało – A co z tym ma wspólnego Seba?
    - Eee.. Pokłóciłam sie z nim i nie chiałam z nim gadac.
    - Aha..- ok, nie wydaje mi się to prawdą, ale niech będzie.
Po tych słowach Marta natychmiast wyszła. Nawet jej nie zatrzymałam. Ten dziwny chłopak od Marty i dziwny chłopak ode mnie i Adriana... Mam wrażenie jak by była to jedna osoba... Ale. Nie wiem co o tym myśleć. Póki co trzeba się zbierać i poszukać kumpeli.
    Poszłam do miejsca, gdzie zostawiłysmy klapki i ręczniki, by otrzeć się z saunowego potu. Okazało się, że Marty już nie było, bo jej rzeczy zniknęły. Westchnęłam. Nie miałam już co robić na basenie. Gdy tylko odwróciłam się wpadłam na kogoś. Zmieszana wymruczałam tylko:
    - Yyy... Przepraszam.
    - Nic nie szkodzi. - to był chłopak
Wtedy spojrzałam na niego. Przystojniak... Miał może 17 lat. Prawie w moim wieku. Był bardzo wysportowany. Zdradzał to jego tors, na którym błyszczały kropelki wody. Domyślałam się, że w tym momęcie wyglądam jak wariatka, wpatrując sie w niego, ale trudno. Chciałam tak patrzeć godzinami....
    - Hm? Co o tym sądzisz?
O nie!!! On coś do mnie gadał? Co teraz zrobie??? Oczy otworzyły mi się z przerażenia.
    - Yyyy... Tak. Jak masz na imię? – szybko skierowałam rozmowę na inny tor.
    - Eryk. A ty? Zdaje mi się, że... Ech...- jęknął – Nieważne...
    - Wiktoria. Wiesz co spieszę sie... Spotkamy się jeszcze na basenie jutro o tej porze. Pa! - ruszyłam do wyjścia. Nawet nie słyszałam czy odpowiedział."Spotkamy się na basenie" – żal. Jakbym nie mogła dać mu numeru mojego pokoju. Jestem głupia!! Grrr..... Gdy doszłam do szafki usiadłam na chwilę. Tyle się dzisiaj wydarzyło... Podniosłam głowę z westchnieniem i nagle... Mój wzrok zatrzymał się na zegarze. Była 17.25! Jak póżno!!! Pośpiesznie owinęłam się ręcznikiem i wyjęłam kartę z szafki. Przeszłam przez barierkę i i biegiem rzuciłam się na schody. Gdy doszłam do wind, akurat wyrobiłam się na jedną z nich. Wcisnęłam "7", po czym stanęłam w rogu i oparłam się o ścianę. Byłam nieźle wkurzona na Martę i dopiero teraz to odczuwałam. Jak mogła wyjść z basenu nie mówiąc nawet gdzie idzie! Z chęcią bym jej wygarnęła! Zniecierpliwiona spojrzałąm na wskaźnik piętra. Wskazywało moje. Przecisnęłam się przez ludzi i zaczęłam biec. Momentalnie zjawiłam się w pokoju.
    - Hej! Jestem! - krzyknęłam.
    - Hej.... - Mruknął jakiś głos z balkonu.
    - Eee... Ola?
    - No. A niby kto? - dziewczyna weszła do pokoju. - DUCHY?
    - Ychym.. Marta w łazience?
    - Nie. Była w pokoju, ale bardzo szybko wyszła. Nie widziałam co robiła bo siedziałam na balkonie.
    - Ok.. To trochę dziwne. - po tych słowach weszłam do łazienki i szybko się umyłam. Głowę umyłam najszybciej jak to było możliwe. Następnie ubrałam się w krótka, jeansową spódniczkę, pomarańczową bluzke i japonki w wielobarwne paski. Rzuciłam okiem na zegarek. Było 10 po szóstej. Miałam dużo czasu na samo-wysuszenie włosów. Rzuciłam sie na łóżko. Chciałam ten cały dzień poukładać w głowie, ale nic z tego... Spojrzałam w strone stolika nocnego i zobaczyłam karteczkę złożona na pół. Była zaadresowana do mnie. Z zaciekawieniem otworzyłam ją. Treść była krótka, pisana ręcznie:

                            Witaj!
                            Jeśli chcesz pogadać lub o coś zapytać spotkajmy się w kawiarni na dole o 21.00.  
                            Jeśli się spóźnisz, choć minutę, nie zobaczymy się już więcej.
                            Mam nadzieję, że sie zjawisz.
                                                                                                                         Dozobaczenia
                                                                                                                           (tak sądzę)

   Nie wiem kto to. Nie podpisał się. W pierwszej chwili myślałam, że to jakieś żarty, ale... miałam poczucie, że to coś ważnego. Wpadłam na pomysł, kto mogł to napisać, tylko skąd wiedział gdzie mieszkam? To Eryk. Bardzo chciałam się z nim spotkać.
    - Olka? Byłaś cały czas w pokoju?
    - No tak. Wyskoczyłam tylko na chwilę do Zuzki.
    - Czekaj. Zuzki? Ale jak to? - zdziwiłam sie ponieważ Zuzia powinna być w domu.
    - No tak Zuzka. TO MOJA SIOSTRA!
    - Ja wiem! Ale czy ona nie powinna być w domu?
    - Nie?!
    - To skąd masz ten filkim od taty? - wszysko mi się pomieszało...
    - Eeee... Że co?
    - Moment. Powiedz mi powoli, co robiłyśmy po wejściu do pokoju?
    - Ech... A więc. Najpier rozpakowałyśmy się, a ty założyłaś kostium. Potem ubrałaś jakieś ciuchy i poszłaś do Dominiki. A my z Martą wydurniałyśmy się. Po chwili wróciłaś . Razem poszłyście na basen, a ja zostałam.
    - Stój. A po moim powrocie, może... Yyyy... Płakałaś?
    - Nie! Poprostu powiedziałaś "Chodźcie na basen.", a ja na to: "Nie chce mi się" i tyle. Czasami naprawde ci nie rozumiem...
    - Ahaaa... - ja siebie też powoli zaczynam nie rozumieć...
    - Chodźmy już. Za 5 siódma.
    - Ok.
    Po tych słowach szybko wyszłysmy biorąc karty.

piątek, 7 września 2012

Rozdział 7

Krwista Sprawa




   Wpatrywałam się w żółto-białą posadzkę, czekając na pokój. Wszyskie fotele zostały zajętę, więc przycupnęłam na walizce. Po wielu minutach usłyszłam moje imie. Poderwałam się i popędziłam w strone recepcji.
    - Wiktoria Mazór, Marta Nałgowska, Aleksandra Rechnia! Pokój 723! - Kszyczała instruktorka. Chwyciłam kluczyki w postaci kart i odeszłam na bok. Rozdałam klucze przyjaciółkom, nastepnie przyjrzałam się swojemu. Był dość długi, prostokątny i biały, a na nim widniał napis "Hotel Morski pokój 723". Nie pozostało mi nic innego niż pojechać na 7 piętro.
    - Chodźcie! - zawołałam dziewczyny i skierowałam się do windy.
Po naciśnieciu guzika winda bardzo szybko przyjechała. Zapakowałyśmy się do niej z naszymy bagażami i Olka nacisneła przycisk z cyfrą 7. Razem z nami weszła jakaś staruszka z małym dzieckiem ubranym w kółko do pływania.
    Gdy winda dojechała na nasze piętro, pokolei wyszłyśmy na korytarz. W milczeniu zmierzałyśmy do okrągłego centrum holu. Tuż za nim znajdował się nasz pokój. Zwinnie przyłożyłam kartę do czytnika, potem pchnęłam drzwi.
    Moim oczom ukazało się kremowe pomieszczenie z dwoma łóżkami i rozsuwaną sofą. Naprzeciwko nich, stała szafka oraz coś w rodziaju biurka w kolorze dębu. Nad nim wisiało prostokątne, odobione złoceniami lustro. Na szafce znajdował się telewizor. Obok kanapy były drzwi na balkon, z którego rozprzestrzeniał się widok na ogród z wieloma drzewami. Tuż przy wejściu do pokoju była łazienka. Duża i przestronna w kolorach: białym, kremowym, brązowym. Był w niej jasny prysznic, toaleta oraz umywalka. Nad zlewem zamontowano półkę.
    - Ale super... - szepnęłam. Nigdy nie mieszkałam w takim hotelu!
    - Masz rację! - kszyknęła Marta, ciskając bagaże na podłogę i rzucając się na łóżko najbliżej ściany. - Ono jest moje!!! - zaśmiała się. Patrząc na przyjaciółkę, zrobiłam tak samo, tyle, że ja wybrałam środkowe posłanie. Ola westchnęła ciężko, po czym pociągnęła pagaże w kierunku kanapy. Usiadła na niej mówiąc;
    - Za rok, któraś z was będzie tu spać!
    - Jasne, jasne. - powiedziałam ze śmiechem.
    Po kilku minutach podniostłam się z łóżka i ciężkim krokiem doszłam do walizki z ubraniami. Zaczęłam się rozpakowywać. Gdy skończyłam wzięłam kostium kąpielowy i poszłam z nim do łazienki. Przebrałam się. Tanecznym krokiem wyszłam i zaprezentowałam swój nowy kostium. Po chwili zaczęłam się śmiać.
    - Hej! Fajnie wyglądasz. – powiedziłą Ola.
    - Dzięki.
    - Ale skąd wiesz, że idziemy na basen???
    - Spytałam się pani, gdy odbierałam karty – skłamałam – Teraz idę do Dominiki, za moment wrócę. To mówiąc założyłam krótkie czarne spodenki, bluzkę w panterkę na kostium. Następnie wsunęłam stopy w adidasy.
    Chwilę po tym jak wyszłam napotkałam Panią Iwonę – instruktorkę. Co za szczęście. Miałam iść do niej, a nie do Dominiki.
    - Przepraszam, możemy iść na basen?
    - Tak, ale przed 19.00 macie być ubrani i umyci, bo jest kolacja.
    - Dobrze, a mogę wiedzieć gdzie pani mieszka? Gdym czegoś potrzebowała.
    - 721, obok was.
    - Fajne. Dowidzenia. -ruszyłam do pokoju. Zaczęłam walić w drzwi, bo zapomniałam kluczyka. Po chwili ujrzałam twarz Marty – czerwoną, wilgotną od potu.
    - Co. Się. Stało? - każde słowo wymawiałam powoli i dokładnie.
    - Oooollkkaaa... oonnaaa – tylko to usłyszałam, bo wparowałam do środka. Z pozoru wszystko wyglądało normalnie. Spodziewałam sie Oli próbójącej skoczyć z balkonu, albo leżącej pod telewizorem.... Ale ona tylko siedziała na kanapie ze łzami w oczach i telefozem w ręku. Na wyświetlaczu była jej siostra – Zuza – trzymająca zdjęcie rodzinne. Rozdzielała je powoli, jakby chciała zadać im ból. Nagle twarz koleżanki pokryła się falą smutku, złości i żalu. Dalej na filmiku Zuzia skrawki zdjęć wrzucała do czerwonej kałuży rozlewającej sie z zabitego psa. Byl własnością Oli, a teraz... Biedna dziewczyna.
    - Przykro mi. – odezwałam się cicho – Jak to się stało, że ta Zuzka zamieniła sie w takiego potwora?
    - Nie wiem, – wychrypiała Olka – a w dodatku, wiesz kto mi to przesłał? Mój... - głos jej się załamał
    - Tata – dokończyłam. Po chwili usłyszłam szloch przyjaciółki. To było takie smutne. Nie wierzę, że oni byli zdolni do czegoś takiego. Nie mam pojęcia jak to się mogło stać...
    - Dziewczyny... – powiedziała Ola – Idźcie na basen. Ja sobie poradze. Muszę być przez chwilę sama.
    - Nie możemy cię takiej zostawić! Jeszcze sobie coś zrobisz! - wykrzyknęła Marta.
    - Dam sobie radę. Proszę, idźcie na ten basen...
    - No dobrze.... Ubiore się i pójdziemy. - powiedziała Marta.

wtorek, 4 września 2012

Rozdział 6

 Wyjazd 




DRYŃŃŃŃŃ!!!! DRYYYYŃŃŃ!!!!
    Sięgnęłam po telefon i wyłączyłam budzik. Była 5.00... Zaspana wtałam z łóżka, ubrałam szlafrok i zeszłam na dół do kuchni. Tym razem tata szykował śniadanie. Usiadłam na kszesełku. Czekałam. Ojciec powiedział:
    - Mama i Konrad śpią. Obudzimy ich jak będziesz wyjeżdżać, ok?
    - Może być. - zrobiło mi się trochę przykro, że cała rodzina mnie nie odwiezie, ale trudno...
  Po zjedzeniu śniadania, wbiegłam na góre. Wzięłam szybki prysznic. W garderobie ubrałam wygodne spodenki i bluzkę z napisem "Adrenalin", czyli nazwą zespołu. Założyłam białe, pasujące conversy.                   Chwyciłam plecak w jedną rękę, pokrowiec i torbę z laptopem w drugą. Powoli zeszłam do korytarza. Tata poszedł po moją walizkę, po czym obudził resztę rodziny. Mama jako pierwsza do mnie podeszła i pożegnała się:
  - Masz wszystko? Gdyby co to dzwoń. Jakoś ci przywieziemy – puściła oczko.
  - Wreszcie wyjeżdżasz!!! Tak! - krzyknął młodszy brat.
  - Ciesz się póki możesz. Niedługo wracam, a wtedy skończa się twoje rządy.
  - Haha – zaśmiał sie Konrad.
  - Dobra, jedźmy bo sie spóźnimy. - przypomniał nam tata.

  - Taak.. Papa. - pożegnałam się.
    Gdy dojechaliśmy przed szkołę tańca, był już tam tłum ludzi. Mianowicie 2 grupy: "Adrenalin III" (moja grupa) i "Adrenalin IV". Tata pomógł mi się wypakować, po czym odjechał. Było mi smutno, że przez 2 tygodnie nie będą go widzieć...
Podeszłam do mojej paczki. Jak zwykle Sebastian się spóżniał. To jego cecha wrodzona. Haha!
    - Siemka! - przywitałam się. - Co tam u was?
    - Dobrze, jestem totalnie niewyspana – powiedziała Olka.
    - Ja też. - zgodziłam się. - Ledwo wstałam.
    - Wiki? Między nami ok? - Marta spytała się.
    - Jest ok. Ale mam nadzieję, że w koncu powiesz mi prawde.
    - O co chodzi??? - Spytała się Olka.
    - Nic nic...
    - Ej! - zawołał Adrian – Chyba widze Sebę!
    - No wreszcie – każda z dziewczyn zaczęła się śmiać.
    Autokar podjechał pod szkołę. Wszyscy niezgrabnie podchodzili do bagażnika, aby włożyć walizki i pokrowce. Kilka minut pózniej obie grupy znalazły się w środku pojazdu. Nasza paczka zajmowała miejsce z tyłu autokaru. Ja siedziałam na środku, jak zawsze. Byliśmy bardzo senni, dlatego prawie natychmiast usnęliśmy.
    Po około 2 godzinach obudziłam się. Wszyscy spali.... A niech to. Wyjęłam mp4 z nadzieja, że niedługą się obudzą. Niestety, moje marzenie były mało trafne. Znudzona słuchaniem muzyki. Zaczęłam gadać z Dominiką, również z mojej grupy. Rozmowa toczyła się długo, tak długo że wreszcie Adrian sie obudził. Gdy zobaczył, że nie śpię powiedział:
    - Hej. Jak tam wczoraj spędziłąś dzień?
    - Eee... Gadaliśmy przecież wczoraj. Opowiadałam ci o tacie i rowerach. Hah – zaśmiałam się.
    - No taak. - zbliżył się do mnie – Ale mi chodzi, no... ooo... wiesz. Tego człowieka. Gadaliśmy w konferecji z Olką więc....
    - Aaach... Wczoraj nic takiego mi się nie zdarzyło.
    - To dobrze. Mi też nie! - ucieszył się Adrian.
    Kilka godzin później bylismy na miejscu. Bardzo się ucieszyłam. Po chwili wszyscy zaczęli się pchać do bagażnika. Wzięłam swoje bagaże i ruszyłam do hotelu.

niedziela, 2 września 2012

Rozdział 5

Ostatni dzień


    Wstałam późno, o 12.30... To oznaczało, że byłam bardzo zmęczona. Założyłam szlafrok i zeszłam na dół. Taty nie było, dziwne. Przecież w poniedziałki ma wolne.Mama kszątała się w kuchni, a Konrad pomagał.
    - Wstał ranny ptaszek – powiedział sarkastycznie młodszy brat.
    - Daj mi spokój!
    - Wiktoria była widocznie bardzo zmęczona Konradzie. Usnęła przed dziewiątą i tak długo spała.
    - Właśnie, knypku...
   - Mamoo... - jęknął konrad kładąc naczynia do zmywarki.
    - Macie się nie kłócić.. Wiktorio, weż sobie kanapkę.
    - Ok....
    Po zjedzeniu weszłam na góre. Ubrałam się w sukienkę, której nie biore do Gdańska. Włożyłam do malutkiej torebki telefon i portfel, po czym, wyruszyłam do skleu spozywczego.
    Droga zajęła mi 15 minut. Najbliższy supersam jest dość daleko, niestety... Bałam się, że nów będę miała jakieś omamy, albo i nie omamy... Trudno to stwierdzić... Ale na szczęście nic takiego mnie nie spotkało. W sklepie kupiłam trochę słodyczy: 3 7-daysy, batoniki, ice i tego typu rzeczy. Gdy zbliżałam się do kasy, wpadłam na Sebastiana:
    - O! Też zakupy w ostatniej chwili? - zaśmiałam się.
    - No.. Tak. Co tam u cb? - Seba wyglądał na bardzo spiętego.
    - Ok.. Ale ty coś marnie wyglądasz...
    - Ja? No co ty, czuję się świetnie – powiedział udawanym spokojnym tonem.
    - Seba, kręcisz coś. Gadaj! - rozkazałam.
    - O Jezu.. .Nic mi nie jest. Jak zwykle pszesadzasz.
    - Niech ci będzie – syknęłam.
Wszyscy moi znajomi wyglądali, albo mówili jak by byli czymś przestraszeni. Albo kimś. Na przykład tym tajemniczym gościem.
- Dobra, nie przeszkadzam – powiedziłam. - Pa, do jutra. - odwróciłam się i skierowałam do kasy.
    Droga powrotna była jeszcze dłuższa. Niosąc dwie torby z zakupami szłam 20minut... Masakra.Gdy wróciłam do domu, słyszałam jakieś krzyki. Weszłam do salonu i ujrzałam dwie osoby wrzeszczące na siebie.
    - COŚ TY ZROBIŁ!!!!!
    - NIC!!!!!!!! Rowery zamknąłem w garażu!!!!!!
    - Jezu! - jęknęłam – o co tym razem poszło?
    - Wiki, nie wtrącaj się! - powiedział tata.
    - Boziu... Nie! Mam dosyć waszych ciągłych wrzasków.
    - Dziecko! Nie będziesz decydować, czy się mamy kłócić czy nie!
    - Mamie chodzi o to że któś ukrał rowery – odpowiedziła mi wreszcie tata.
    - Taaak! - wykrzyknęłam. - Jea! Nie będzie wycieczki! Nie bedzie wycieczki! - Chociaż jedna sprawa mnie ucieszyła! Rodzice zamilkili i spojrzali na siebie.
    - Wiktorio. Nie mamy rowerów. Jak będziesz jeżdziła do liceum? - zdziwiła się mama
    - Będziecie mnie zawoźic, a potem wyrobie sobie prawko! Jea!
    - Chociaż jedna osoba ma z tego radochę. - dodał tata, śmiejąc się.
    - Hy! - prychnęła mama idąc do kuchni.
    - Tato???? Gdzie są te rowery?
    - Chwilowo u kumpla, ale to zostaje między nami. - szepnął
    - Wiedziałam, że coś kręcisz.
    - Powrórka meczu z wczoraj jest akurat dzisiaj o 17. Nie mogę tego przegapić!
    - Hahaha! Zaśmiałam się. - ten dzień wydawał się normalniejszy, niż oczekiwałam...
    Popołudnie spędziłam gadając z Olą i Adrianem na skypie. Olka nie mówiła mi o żadnych dziwnych kolesiach i zachowywała się normalnie. To dobrze ;) Wieczorem sprawdziłam walizkę i spakowałam bagaż podręczny.
     Od jutra, będzie inaczej. Oderwę się od przerażającego mnie miasta. Spędzę dwa tygodnie w spaniałaym hotelu robiąc to co kocham. Tańcząc i spędzając miło czas z przyjaciółmi.