piątek, 7 września 2012

Rozdział 7

Krwista Sprawa




   Wpatrywałam się w żółto-białą posadzkę, czekając na pokój. Wszyskie fotele zostały zajętę, więc przycupnęłam na walizce. Po wielu minutach usłyszłam moje imie. Poderwałam się i popędziłam w strone recepcji.
    - Wiktoria Mazór, Marta Nałgowska, Aleksandra Rechnia! Pokój 723! - Kszyczała instruktorka. Chwyciłam kluczyki w postaci kart i odeszłam na bok. Rozdałam klucze przyjaciółkom, nastepnie przyjrzałam się swojemu. Był dość długi, prostokątny i biały, a na nim widniał napis "Hotel Morski pokój 723". Nie pozostało mi nic innego niż pojechać na 7 piętro.
    - Chodźcie! - zawołałam dziewczyny i skierowałam się do windy.
Po naciśnieciu guzika winda bardzo szybko przyjechała. Zapakowałyśmy się do niej z naszymy bagażami i Olka nacisneła przycisk z cyfrą 7. Razem z nami weszła jakaś staruszka z małym dzieckiem ubranym w kółko do pływania.
    Gdy winda dojechała na nasze piętro, pokolei wyszłyśmy na korytarz. W milczeniu zmierzałyśmy do okrągłego centrum holu. Tuż za nim znajdował się nasz pokój. Zwinnie przyłożyłam kartę do czytnika, potem pchnęłam drzwi.
    Moim oczom ukazało się kremowe pomieszczenie z dwoma łóżkami i rozsuwaną sofą. Naprzeciwko nich, stała szafka oraz coś w rodziaju biurka w kolorze dębu. Nad nim wisiało prostokątne, odobione złoceniami lustro. Na szafce znajdował się telewizor. Obok kanapy były drzwi na balkon, z którego rozprzestrzeniał się widok na ogród z wieloma drzewami. Tuż przy wejściu do pokoju była łazienka. Duża i przestronna w kolorach: białym, kremowym, brązowym. Był w niej jasny prysznic, toaleta oraz umywalka. Nad zlewem zamontowano półkę.
    - Ale super... - szepnęłam. Nigdy nie mieszkałam w takim hotelu!
    - Masz rację! - kszyknęła Marta, ciskając bagaże na podłogę i rzucając się na łóżko najbliżej ściany. - Ono jest moje!!! - zaśmiała się. Patrząc na przyjaciółkę, zrobiłam tak samo, tyle, że ja wybrałam środkowe posłanie. Ola westchnęła ciężko, po czym pociągnęła pagaże w kierunku kanapy. Usiadła na niej mówiąc;
    - Za rok, któraś z was będzie tu spać!
    - Jasne, jasne. - powiedziałam ze śmiechem.
    Po kilku minutach podniostłam się z łóżka i ciężkim krokiem doszłam do walizki z ubraniami. Zaczęłam się rozpakowywać. Gdy skończyłam wzięłam kostium kąpielowy i poszłam z nim do łazienki. Przebrałam się. Tanecznym krokiem wyszłam i zaprezentowałam swój nowy kostium. Po chwili zaczęłam się śmiać.
    - Hej! Fajnie wyglądasz. – powiedziłą Ola.
    - Dzięki.
    - Ale skąd wiesz, że idziemy na basen???
    - Spytałam się pani, gdy odbierałam karty – skłamałam – Teraz idę do Dominiki, za moment wrócę. To mówiąc założyłam krótkie czarne spodenki, bluzkę w panterkę na kostium. Następnie wsunęłam stopy w adidasy.
    Chwilę po tym jak wyszłam napotkałam Panią Iwonę – instruktorkę. Co za szczęście. Miałam iść do niej, a nie do Dominiki.
    - Przepraszam, możemy iść na basen?
    - Tak, ale przed 19.00 macie być ubrani i umyci, bo jest kolacja.
    - Dobrze, a mogę wiedzieć gdzie pani mieszka? Gdym czegoś potrzebowała.
    - 721, obok was.
    - Fajne. Dowidzenia. -ruszyłam do pokoju. Zaczęłam walić w drzwi, bo zapomniałam kluczyka. Po chwili ujrzałam twarz Marty – czerwoną, wilgotną od potu.
    - Co. Się. Stało? - każde słowo wymawiałam powoli i dokładnie.
    - Oooollkkaaa... oonnaaa – tylko to usłyszałam, bo wparowałam do środka. Z pozoru wszystko wyglądało normalnie. Spodziewałam sie Oli próbójącej skoczyć z balkonu, albo leżącej pod telewizorem.... Ale ona tylko siedziała na kanapie ze łzami w oczach i telefozem w ręku. Na wyświetlaczu była jej siostra – Zuza – trzymająca zdjęcie rodzinne. Rozdzielała je powoli, jakby chciała zadać im ból. Nagle twarz koleżanki pokryła się falą smutku, złości i żalu. Dalej na filmiku Zuzia skrawki zdjęć wrzucała do czerwonej kałuży rozlewającej sie z zabitego psa. Byl własnością Oli, a teraz... Biedna dziewczyna.
    - Przykro mi. – odezwałam się cicho – Jak to się stało, że ta Zuzka zamieniła sie w takiego potwora?
    - Nie wiem, – wychrypiała Olka – a w dodatku, wiesz kto mi to przesłał? Mój... - głos jej się załamał
    - Tata – dokończyłam. Po chwili usłyszłam szloch przyjaciółki. To było takie smutne. Nie wierzę, że oni byli zdolni do czegoś takiego. Nie mam pojęcia jak to się mogło stać...
    - Dziewczyny... – powiedziała Ola – Idźcie na basen. Ja sobie poradze. Muszę być przez chwilę sama.
    - Nie możemy cię takiej zostawić! Jeszcze sobie coś zrobisz! - wykrzyknęła Marta.
    - Dam sobie radę. Proszę, idźcie na ten basen...
    - No dobrze.... Ubiore się i pójdziemy. - powiedziała Marta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz